05:37

Zakochaj się w swoim ciele


Okres poświąteczny...
Jak się dziś czujesz?
 Dopadły Cię wyrzuty sumienia po świątecznej wyżerce? Czujesz frustrację, próbując zapiąć spodnie?

Zawsze miałam problem z wagą!
To była moja zmora wieku dziecięcego, okresu dojrzewania i wkraczania w dorosłość. Byłam bardzo wrażliwa na tym punkcie. Bardzo! Nie lubiłam i nadal nie lubię słowa ,,dieta". Bo z czym to słowo mi się kojarzy? Z wyrzeczeniami, z poświęceniem, z ciężką pracą...  z porażką, bo przeważnie wracałam do wagi  sprzed diety lub podbijałam ją jeszcze wyżej. Skończyłam z tym!

Gdy zaczęłam uzdrawiać swoje rany, gdy zaczęłam pracować ze sobą na terapii, czytając książki, ucząc się od moich mentorów, waga zaczęła spadać. Zaczęłam zrzucać z siebie zbędny balast. Nie wiem ile schudłam- może 20kg, może 18kg. Nie ważyłam się, ale z rozmiaru 46/48 zeszłam do rozmiaru 38/40! Moja waga przez siedem lat spadała powoli, ale konsekwentnie.

Wczoraj spotkaliśmy znajomego, którego nie widzieliśmy 19 lat. Usłyszałam dużo komplementów od niego i od mojego męża. Znajomy stwierdził, że wyglądam coraz lepiej. Pamiętam, jak 19 lat temu powiedział mi, że mimo mojej wagi, mam zgrabne nogi. Wtedy nie przyjęłam tego komplementu. Dziś bym go przyjęła!

Przez ostatnie siedem lat uczyłam się akceptacji. Zakochiwałam się pomalutku w każdym centymetrze mojego ciała. Zaczęłam od tych, których nie akceptowałam przez całe życie. Gdy wcierałam w nie olejek, to z miłością, gdy myłam włosy, to z taką pieszczotą i delikatnością, by czuły, że są dokładnie takie jakie powinny być.
To nie było takie łatwe- patrzyć na siebie w lustrze z miłością i akceptować to czego wcześniej nienawidziłam. CO ZA EMOCJE MNĄ SZARPAŁY!!! 

Tak zakochałam się w moim nieidealnym ciele. Z roku na rok stawało się ładniejsze, zdrowsze, delikatniejsze, jędrniejsze. Na pewno pomogły mi w tym "kijki", które sprawiają mi tyle radości, ale również taniec. Dzieci nauczyły mnie jeździć na rolkach, od czasu do czasu jeżdżę na rowerze i ćwiczę z Chodakowską. 

Uwaga! Robię tylko to, co sprawia mi radość. Nie katuję swojego ciała, bo to, moim zdaniem przynosi odwrotny skutek!

Nie zrezygnowałam ze słodyczy. W sposób naturalny zaczęłam ich mniej jeść. Chipsy kuszą mnie już tylko raz do roku, a batoniki przy kasie są mi obojętne. Bardzo słucham mojego ciała. Jeżeli coś mu nie służy to, nie robię mu na złość. Tak było z kawą, której nie piję od kilku miesięcy. Czułam, że mi nie służy, bolał mnie żołądek, więc z niej zrezygnowałam. To moje ciało wysyła mi sygnały, a ja je teraz wyłapuję. Jem to na co mam ochotę. Jeżeli ktoś próbuje mi wcisnąć coś na siłę, to grzecznie dziękuję. Po prostu nie wciskam w siebie jedzenia, by zrobić komuś przyjemność, albo nie zrobić mu przykrości.


W wigilię moja teściowa powiedziała, że mam takie ładne, kobiece kształty. Taki komplement z ust teściowej?! I wiecie co? Zgadzam się z nią. Przyjęłam ten komplement z uśmiechem na ustach i radością w sercu.

Ten post powstał dziś na spacerze, na którym co chwilę się zatrzymywałam, żeby coś dopisać. Czułam tyle wdzięczności do siebie. Czułam i nadal czuję, że idę dobrą drogą.
Syn się ze mnie śmiał, gdy wróciłam, że ten post pisałam na kamieniu. Dużo się nie pomylił, bo pisałam go na pniu, na korze drzewa, przy drewnianym stole i trzymając kartkę w powietrzu.
Teraz oddaję go wam.


12 komentarzy:

  1. Brawo Ty ��

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymaj tak dalej. Też muszę zacząć akceptować swoje ciałko, którego jest dużo za dużo. Co poradzić, kiedy stresy? Diety nie pomagają, tylko dokładają kilogramów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś z tym stresem należałoby zrobić;) Wskazówki sa w postach:)

      Usuń
  3. Od dzisiaj już nic nie będę trzymała w sobie. Wszystko będę spisywała... To co cieszy, smuci, drażni... Może sama założę bloga? Będę tam pisała o swoich przeżyciach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super!!! Im więcej z siebie wywalamy( np. Na kartkę papieru) tym mniej kilogramów dźwigamy....

      Usuń
  4. autorka nie wspomina jednak - o czym warto napisać - że piecze doskonałe ciasta. Sernik czarno-biały - ideał prawdziwego sernika.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też miło wspiminam czarno-biały sernik z księżycową mocą. Dzięki, był przepyszny ��

    OdpowiedzUsuń
  6. Justyna dziękuję za ten post i Wszystko co piszesz lub mówisz. Bardzo mi to pomaga. Czekam na więcej
    pozdrawiam serdecznie Joanna

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Justyna Pettke , Blogger