12:41

Brak pewności siebie

Brak pewności siebie
Ostatnio dostałam wiadomość: mój syn nie ma wcale pewności siebie, jak mu pomóc?

To jest bardzo obszerny temat.
W tym   poście  postaram się odpowiedzieć na to pytanie, a przynajmniej nakreślić kilka istotnych aspektów w tym temacie.


Zacznę od rodziców dziecka, które może mieć niskie poczucie wartości.
Dziecko obserwujące rodzica, który pozwala sobie ''wchodzić na głowę" np. swoim rodzicom, łatwo nim (rodzicem) manipulować, jest przez nich krytykowany i nie stawia im jasnych, stanowczych granic, uczy się, że jego rodzic jest  ugina się, daje sobą pomiatać, tym samym ucząc swoje dziecko takiego samego zachowania.
Pozwala by dziadkowie wpychali jedzenie wnuczce/wnukowi, a matka widząc to, poddaje się bo już tyle razy mówiła, że nie dają córce słodyczy, ale co ma zrobić, oni już tacy są, a później krzyczy na dziecko mówiąc, że miała nie brać od dziadków słodyczy.


Gdy trzy pokolenia mieszkają pod jednym dachem, to dziecko w naturalny sposób, po przez obserwacje wyłapie kto jest "samcem alfa w tym stadzie", kto mu nadaje kierunek i rytm. Jeżeli jego rodzice nie podejmują pewnie decyzji co do rozwoju syna/córki, często zmieniają zdanie, poddają się, bo dziadek lub babcia nie odpuszczają, nie są stabilni wobec dziecka i siebie, to ono traci grunt i pewność, kto tak na prawdę jest jego opiekunem, do kogo może zwrócić się o pomoc i wsparcie. Często też to dziecko jest czuje się jakby było między młotem, a kowadłem.


A czego uczy się dziecko widząc swoich rodziców na imprezie zakrapianej alkoholem, obściskujących się z innymi uczestnikami tej imprezy, gdy np. matka tego dziecka nie stawia jasnych granic mężczyźnie, który otwarcie przekracza jej granice cielesne, to czy córka, która to obserwuje, będzie umiała powiedzieć STOP, nie dotykaj, nie możesz?! Czy również dla świętego spokoju, żeby nie psuć atmosfery, podda się w brew sobie?


Spotykam się w czasie pracy na sesjach z takim obrazem, mianowicie, klientka opowiada mi o tym, że gdy wylała szklankę mleka w dzieciństwie, to była za to zbita i dostała karę, gdy przyszła się  przytulić do mamy, tak po prostu, to była odpychana, bo nie było czasu na te pieszczoty, ale pies, który podbiegł do tej mamy był brany na ręce, pieszczony, mógł siedzieć na stole, nachlapać, nabrudzić, ten pies w oczach tego dziecka dostał całą miłość tego rodzica i uwagę. Czy to dziecko w przyszłości będzie pewne siebie? Czy ono jako dorosła kobieta, dorosły mężczyzna będzie stawiać siebie na pierwszym miejscu, skoro pies był ważniejszy, bardziej kochany?


Ile dzieci nie miało nic do powiedzenia, gdy jego/ jej zabawki były wywalane na śmietnik, albo oddawane innym dzieciom? Co pokazujemy dziecku, gdy wchodzimy do jego pokoju bez pukania? Do toalety?
Jak często nie liczymy się z tym młodym człowiekiem, nie bierzemy pod uwagę jego/jej potrzeb?
Ilu rodziców czyta korespondencje swoich dzieci, przegląda pocztę elektroniczną , zagląda do telefonu?
My chcemy dzieci WYCHOWYWAĆ,, ale taką tresurą, żeby nigdy się za nich nie wstydzić, żeby były grzeczne, poukładane, żebyśmy zbierali same oklaski, pozytywne opinie na ich temat. Ooooo ale to nam dobrze robi, bo to dziecko jest przedłużeniem nas samych.

DZIECKO JEST AUTONOMICZNĄ JEDNOSTKĄ Z WŁASNĄ SPECYFICZNĄ OSOBOWOŚCIĄ, ma swoje potrzeby, pragnienia, ma cechy, które ma, a nie które chcemy żeby miało!!!!!!!!!!!!


To co jest ważne dla nas, rodziców, nie zawsze jest ważne dla naszych dzieci. Wiem, że możemy im pokazać jakąś drogę, przedstawić nasz punkt widzenia, ale nie przeżyjemy za nich życia, dnia, minuty.
Nasze latorośle z czytują z nas, z mimiki twarzy, z gestów, informacje niewerbalne są dla nich prawdziwe, bo to co mówimy nie zawsze pokrywa się z tym co robimy. I jeżeli wyczują fałsz, to nie będą nam  ufać.
Czyli jeżeli dziecko widzi rodzica, który nie dba o siebie, rezygnuje z siebie, sam siebie poniża, upokarza, krytykuje, który jest dla siebie największym katem, to już będzie miało zaburzone poczucie własnej wartości.


Następnym aspektem jest porównywanie.
Porównywanie rodzeństwa, wprowadzanie niezdrowej rywalizacji; a zobacz jak Kuba zjadł obiadek, a ty się grzebiesz.Ty ciągle...!!!! Ty zawsze...!!!!
Takie dziecko czuje się ciągle nie dość dobre, ciągle nie takie jakie ma być w oczach rodzica, a w życiu dorosłym będzie szukało aprobaty w oczach innych osób.


Zabranianie dziecku na czucie tego co czuje, krytykowanie tego co robi np. babeczki, które piecze, nie zawsze mu wyjdą, naszej córce nie wyszły, dodała za dużo jakiegoś składnika, pomyliła się, wyrzuciła je i powiedziała, że robi następne, że te jej na pewno wyjdą smaczne.  I zrobiła pyszne babeczki. Teraz piecze serniki, babki, robi sałatki i inne smakołyki, tak jak i pozostałe nasze dzieci, bo mogły się uczyć, zepsuć parę dań.


Ja sama po części byłam takim rodzicem, a na pewno w niektórych kwestiach, które tu opisałam, mogę siebie odnaleźć. Ja byłam tym zapalnikiem, który uruchomił zapadkę w dzieciach o nazwie "NISKIE POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI", ja, mój mąż i jeszcze kilkanaście osób. I mam dla was dobrą wiadomość, można to odwrócić. Można zacząć proces odwrócenia i tak jak zaszczepiliśmy to złe, tak możemy wpuścić do środka, do wnętrza serca dziecka to co dobre, miłość, akceptacje, szacunek, empatie. Powoli, stopniowo zaczynając od siebie, aby siebie uzdrowić, trzeba w siebie zajrzeć, trzeba wykonać dużą pracę, ja czytałam książki, przeszłam dwie terapie, warsztaty, szkolenia, bycia matką uczę się cały czas, co już mam wrażenie, że jest super dobrze, to coś wyłazi i uczę się od nowa, dzieci dorastają, zmieniają się, wchodzą w okres dojrzewania i ja znowu zderzam się z ścianą i słucham wewnętrznego głosu, bo to on mnie kieruje po porady, po treści potrzebne na dany czas, pokazuje do jakich osób zapukać, jaką książkę przeczytać, mam w koło siebie osoby, które mnie wspierają.


Staram się być jak najlepiej umiem empatyczna, choć bywa i tak, że mi to się nie udaje. Pozwalamy w naszej rodzinie dzieciom na przeżywanie emocji, złości,  niezgody, smutku, żalu, straty, szczęścia, radości (nie wszędzie, nie w każdym domu dzieci mogą śpiewać, śmiać się głośno), pozwalamy się zezłościć na nauczyciela. Upadać, bo upadki są częścią rozwoju i życia ogólnie. Pozwalamy na bylejakość i na perfekcje, na chcenie i nie chcenie, na bycie i nie bycie, na próbowanie i odwracanie głowy, na podróże, te bliskie i te dalekie, pozwalamy na ODCINANIE PĘPOWINY OD NAS!!!
Ja stworzyłam sytuacje, doprowadziłam do kilku bardzo ważnych, uwalniających rozmów między mną, moim mężem i naszymi dziećmi, o tym co im zrobiliśmy gdy byli mali, co się działo w naszym domu, jaki był nasz stosunek do ich osoby, że było bicie, wyzwiska, krzyki, poniżanie, wbijanie w poczucie winy, czasami nadal się prześliźnie nie postrzeżenie takie nasze jako rodziców zachowanie, ale my to szybciej wyłapujemy, pokazujemy sobie z mężem na wzajem, dzieci nam mówią co my robimy, że im się to nie podoba. Bo mogą, nie są za to krytykowane. Ostatnio rozmawiając z córką, powiedziałam jej o kilku sytuacjach z jej dzieciństwa i ona odpowiedziała, że ich nie pamięta, może tak być, ponieważ było to tak bolesne pewnie dla niej, że się odcięła od tego, ale ja jej dałam prawo do tego, że jak przyjdzie kiedykolwiek do niej ten obraz, to uczucie, które wtedy zblokowała, że może wyrzucić mi wszystko, że ma do tego prawo. Wspieram w nich ich kreatywność, nie bagatelizujemy ich potrzeb, pragnień i na tyle na ile możemy np. finansowo, albo fizycznie, albo mentalnie, to ich wspieramy. Nie ma już od kilku lat w naszym domu kar i nagród, robimy sobie niespodzianki, przyjemności, ale nie nagradzam np. słodyczami dzieci. Mamy swoje rytuały, w sierpniu na przykład, gdy spadają gwiazdy, siadamy na huśtawce w ogrodzie, ja gotuję kakao i siedzimy opowiadając sobie różne historie, snując plany i marzenia. Siedzimy tak do późnych godzin nocnych, ciesząc się sobą na wzajem.
Pozwalamy sobie na bycie w odosobnieniu, bo nie zawsze mamy przestrzeń na bycie z kimś, więc i tak można, bo czasami jest i taka potrzeba.

Swoją osobą pokazuję, że dbam o siebie, że nie odkładam siebie na później. Pokazuję, że jak mi na czymś zależy to robię wszystko, żeby ten cel osiągnąć. Mówię prawdę, nie oszukuję, nie manipuluję, żeby osiągnąć cel, a przynajmniej nie robię tego świadomie. Stwarzam dzieciom sytuacje, w których mogą się zmierzyć z całkiem nowymi emocjami, których do tej pory nie mogło czuć. Pokazuję im, że akceptuję mój wiek, moje ciało, to kim jestem, że mam ułomności i one są częścią mnie, że nie umiem pewnych rzeczy ale mogę spróbować się nauczyć, że jak mi coś nie odpowiada, to nie będę się naginać żeby komuś zrobić dobrze.
My mamy ogromny wpływ na nasze dzieci i dobrze by było gdybyśmy wzięli za to co mówimy i robimy odpowiedzialność, dobrze by było gdyby każdy rodzic wziął odpowiedzialność za to co zrobił swojemu dziecku, bo nie ma rodzica idealnego i tam gdzie jest widoczna dysfunkcja w rodzinie łatwiej jest pokazać co było nie tak, ale są te tak zwane normalne rodziny, gdzie była stosowana przemoc w białych rękawiczkach, gdzie  o wiele trudniej jest skontaktować się z tym co boli i dlaczego to tak cholernie boli, ale ten temat zostawię na inny post lub filmik.

Moim marzeniem jest być dla dzieci drzewem, które daje zdrowe, obfite owoce.

Mogłabym pisać i pisać...
Wiele lat trwa tworzenie w człowieku uczucia, że jest do niczego, że jest byle kim, tak samo odbudowywanie  cegiełka po cegiełce własnej wartości jest długim procesem. Zacznij już dziś, a szybciej nastąpi przełom.
Zapraszam Cię do komentowania.
Jeżeli uważasz, że to co przekazuję powyżej może komuś otworzyć oczy, uświadomić, to proszę udostępnij post.


Borykasz się z niskim poczuciem własnej wartości, a może Twoje dziecko?
Potrzebujesz wsparcia, zapraszam Cię na sesje.
  • http://justynapettke.blogspot.com/p/blog-page_13.html




00:45

Bezwstydni

Bezwstydni
Z czym kojarzy się Tobie słowo bezwstydna/ bezwstydny?


Żyjemy w kulturze, w której najbezpieczniej jest być osobą poprawną, nie wychylać się i kiwać głową TAK.
Na szczęście, to się zmienia i to w bardzo szybkim tempie. Gdy się mieścimy w normach społecznych i rodzinnych, to jest normalnie i poprawnie, ale czy jesteśmy szczęśliwi, czy możemy rozłożyć nasze skrzydła?
Bardzo rzadko, bo jesteśmy krytykowani, zawstydzani, oskarżani o brak lojalności...


Ile razy w życiu myślałaś/myślałeś, żeby pójść do szefa i poprosić o podwyżkę?
Co wtedy pojawiło się w twojej głowie i w ciele? Może myśl, że cię wyśmieje, że nie zasługujesz i znajdziesz tysiąc kontrargumentów na te, które wcześniej przemawiały za tym byś do niego poszła/poszedł. Pojawia się WSTYD i lęk.
Widzisz na wystawie piękną sukienkę, ale ona ma duży dekolt, no jak ja się w niej pokażę, co ludzie powiedzą i ta długość i robisz wszystko by ją sobie oszpecić, bo nie chcesz być wyzywająca, a może masz wypartą swoją kobiecość, bo bycie kobietą, to już dla niektórych osób jest grzech. Pojawia się WSTYD jeszcze zanim ja założysz.
Czy TY dajesz sobie prawo prosić o cokolwiek, prawo do spełniania marzeń, prawo do bycia SOBĄ?


Kilka lat temu, w takiej luźnej rozmowie z znajomymi i z człowiekiem, którego może widziałam  po raz drugi w życiu (osoby te były dużo starsze ode mnie), pojawił się temat ciułania, narzekania na temat małych pensji, małej stawki godzinowej, itp. Ja nie chciałam uczestniczyć w tej dyskusji, bo ona opierała się na tym, że wszyscy jesteśmy ofiarami systemu i nie mamy wpływu, ani możliwości zmiany.
Mogłam wyjść, mogłam przytakiwać, ale mogłam też zabrać głos i narazić się na WSTYD.
Ja zrobiłam to trzecie.
Ich głosy były  bardzo podniesione, czuć  było oburzenie i niesprawiedliwość, jest jasne na kogo zrzucają odpowiedzialność, a ja zadaję im pytanie; jaką by chcieli mieć stawkę godzinową? Ile ona ma wynosić?
Cisza, konsternacja, widać, że szukają drugiego dna :)
Mężczyzna, którego nie znałam zapytał mnie, ile ja bym chciała zarabiać, a ja odpowiedziałam 200 zł na godzinę.
W czasie kiedy przy dobrych wiatrach zarabiałam na godzinę15/20 zł.
Ta kobieta tak parsknęła, że się zakrztusiła, mój znajomy mnie wyśmiał, a nie znajomy, powiedział, że no też by chciał tyle zarabiać, ale to jest nie możliwe.
Dla nich może nie jest, ale ja trochę w bez szczelności, trochę bezwstydnie, zaczynam osiągać mój cel, a przynajmniej jestem blisko.


Gdy w moim życiu było szaro i ponuro. Gdy byłam jak chorągiewka, mąż pił, ja kontrolowałam wszystko i wszystkich, a przynajmniej tak mi się wydawało:))) W naszym domu były  wieczne awantury, ciche dni, ogromne napięcie, obojętność......brrrrr, jak sobie przypomnę...
To w tym czasie opowiadałam innym osobom o moim nieszczęściu, a oni byli, słuchali, dawali rady. Było super!!!(ironia)
Kiedy poszłam na terapię i moje życie zaczęło się zmieniać, ja zaczęłam być radośniejsza, zauważyłam, to co ja robię nie tak, przestałam mówić i obarczać winą TYLKO innych, to już nie wszyscy chcieli mnie chętnie słuchać, ja wtedy czułam taki potężny WSTYD, jakbym robiła coś złego, widziałam, że te osoby zmieniały temat, nie spotykały się już ze mną tak często, całą sobą czułam, że nie mogę opowiadać o swoim szczęściu, że nie mogę BEZ WSTYDU tryskać energią, mówić o moich sukcesach i emanować radością na lewo i prawo, bo to takie nie naturalne, wstydź się, jak możesz!!!!!!!!Dlaczego? Bo oni by musieli spojrzeć w siebie, zobaczyć, że oni też tak chcą, a wtedy by trzeba było wyjść ze swojego domku komfortu.


Wstydem jest prosić o pomoc, o podwyżkę, mówić co sprawia nam radość, jak lubimy gdy nas nasz partner dotyka, WSTYDEM jest mówić innym, jakim jesteśmy cudem i wartościowym człowiekiem. bo to jest próżność!!!
Naprawdę?!
Czy to jest prawda?
Moim zdaniem to jest absurd.


Wstyd w pewnym sensie pozwala nam tkwić w tym co jest znane i pozornie bezpieczne. Nie musimy wtedy wychodzić z naszego domku komfortu, tkwimy w nim, choć jest nam ciasno, nie wygodnie i ciemno jak w D...e.
Ile omija nas fajnego, pozytywnego, słońce, ciepło, większa stawka godzinowa, radość, która się rozgości w naszym ciele, bo ja pokazujemy coraz częściej, jesteśmy zaskakiwani upominkami, bo mówimy co chcemy, co lubimy.
Wstyd jest nam potrzebny, ale nie toksyczny wstyd, który nas pomniejsza, neguje i powstrzymuje.


WSTYD- BEZ WSTYD.
Możemy być bezwstydni i upomnieć się o coś co jest przez nas pożądane, czego pragniemy, możemy po to sięgać.
Możemy chcieć i możemy głośno mówić, przyjmujmy komplementy i opowiadajmy o naszym szczęściu. BEZ WSTYDU.

Do czego was serdecznie zachęcam.

Ps. Zapraszam Cię do komentowania i wypowiedzenia się, jak TY i twój WSTYD się macie ze sobą.

13:03

Sesja z Klientką

Publikuję za zgodą i na prośbę klientki.

Dzisiejsza sesja jest kontynuacją wcześniejszych naszych cotygodniowych spotkań.
Jest to urywek naszej pracy.


Spotykamy się na skype,
wyczuwam poddenerwowanie, złość, żal.
Aneta zaczyna opowiadać, że znowu wykonała telefon do faceta, który ją zostawił.
Mówi, że za każdym razem gdy tak się dzieje, to ona wyciąga pierwsza rękę, że żebrze o uwagę, wręcz skomle jak pies. Jej złość narasta, ma tego dość, tego upodlania się, żebrania, przecież on jej nie ma nic do zaoferowania, słowa, które badały z jego ust ostatnie tak bardzo krzywdziły i tak już poharatane jej serce.

Jest w niej część, która woła, zostaw już to, nie dzwoń, nie proś, przestań ciągle o kogoś zabiegać!!!
Zobacz co oni robią z Tobą, z Twoim życiem, ale jest i taka część, która czuje się bardzo samotna, tak cholernie, przeraźliwie samotna, że aż boli, rozrywa ją na kawałki, to ta część łapie za telefon, pozwala się niszczyć, krytykować, ta część kiedy słyszy lubię jak jesteś miła, to nie widzi w tym nic złego. To robi wszystko, żeby być miłą, odcina się od emocji, chowa je w czeluściach duszy i ciała, staje się po woli martwa, pusta jak wydmuszka.

Rozmawiamy, zaczyna się proces uwalniania....
Ona czuje całą sobą, że robi to samo co matka, rezygnuje z Siebie całkowicie, by zadowolić....
Kogo?
Ojczyma, który ją miał i za córeczkę, i za kochankę, i za zabawkę....
Który molestował ją przez pół życia, znęcał się psychicznie i fizycznie.
Zaczyna boleć, ból jest odczuwalny w całym  ciele.

Proszę by zamknęła oczy, zobaczyła ojczyma oczami tej dziewczynki, wsparła ją i obroniła przed nim,powiedziała na głos co on jej zrobił, jak ona się z tym czuła, jak czuła mieszane uczucia dziecięcej miłości, podniecenia, strachu, obrzydzenia do siebie, samotność.
Całe jej ciało to pokazywało, na każdej sesji. Ona nie miała wtedy wpływu na to co on jej robił, na to, że matka zamykała oczy, uszy, umysł, żeby nie widzieć co dzieje się z jej czteroletnią, córeczką, ale dziś, dziś ma wpływ na swoje życie...

Gdy się rozmówiła z ojczymem, zapytałam ją czy nadal ma ochotę zadzwonić do byłego.
Gdy zamknęła oczy zobaczyła tą część Siebie, która bez namysłu z automatu by to zrobiła.
Zobaczyła, wychudzoną, w obszarpanych łachach, staruszkę, z jednym zębem, z szarą poświatą, z długimi, siwymi włosami, bardzo zniszczoną, ciągłym zabieganiem o miłość, upadlaniem się, zniszczoną ciągłym zadowalaniem innych, pomimo bicia, wykorzystywania seksualnego, wyzwisk....
Patrząc na nią czuła obrzydzenie, wstręt, niechęć.
To był jej niezintegrowany cień.

Spotkanie z cieniem było ostatnią rzeczą, którą miała ochotę zrobić, ale w to weszła.
Obserwując Go, zauważyła, że ma ochotę Go przytulić,pomimo tego, że był taki odrażający.Tuląc się,  poczuła,że jej ciało zaczyna się trząść, szarpał jej ciałem szloch, poczuła nagły przypływ ciepłych uczuć, zaczęła integrować się z rozszczepioną częścią Siebie.
Zobaczyła ile w tej części jest bólu, samotności, odrzucenia, braku akceptacji.
Moje ciało też było cały czas spięte, czułam kłucie w okolicy serca, miałam ciarki.

Po bardzo długiej chwili Aneta zaczęła widzieć całkiem inny obraz. Piękną, starszą, szamankę, bardzo mądrą, z pięknymi złotymi włosami, czuła, że to ona teraz ją wspiera, a nie Aneta ją, czuła energię całego kobiecego rodu, siłę, odwagę, a zarazem delikatność, wrażliwość, empatię.
Przyszedł głęboki oddech.
Zauważyłam jak jej twarz się zmienia, staje się łagodna, promienna.
Moje ciało się rozluźniło, odczułam ogromną ulgę.
Długo to trwało zanim przeszła cały proces transformacji i integracji niezintegrowanego...
Ulga jaka rozpłynęła się w jej ciele i spokój- bezcenne.

Przyszedł czas się pożegnać z Byłym, odciąć od tego co nie służy, teraz już z łatwością i zdecydowaniem.
Na wszystko przyjdzie czas, gdy tylko mamy w sobie gotowość by puścić, albo zadbać o Siebie, albo spotkać się z Swoim cieniem.


Ps. Jest to urywek sesji. Dziękuję Aneta za możliwość podzielenia się kawałkiem Twojej historii.
Jeśli potrzebujesz wsparcia, to zapraszam Cię na sesje.

13:14

Proces zdrowienia nie jest łatwy

Proces zdrowienia nie jest łatwy
Czy  byłaś kiedyś na  terapiach lub warsztatach, na których  powierzchownie dotknęłaś Twoich emocji i w trakcie nich, jak i zaraz po, czułaś ogromny poziom pozytywnej energii, a Twoje samopoczucie się poprawiło i miałaś wrażenie, że możesz góry przenosić?
Czy po dniu, a może po kilku dniach emocje opadały?
Czy przychodziły do Ciebie myśli w rodzaju: Ja tak nie potrafię, u mnie nic się nigdy nie zmieni, dlaczego inni umieją, a ja nie, nigdy nie ruszę do przodu, jestem do niczego.....
Wtedy przyszło poczucie straty pieniędzy, czasu i nadziei.


Z mojego doświadczenia wiem, że gdy uczestniczyłam w warsztatach po których wracają z nich leciałam jak na skrzydłach, czyli wzrastał mi poziom pozytywnej energii, byłam pełna nadziei, jednak to trwało kilka dni, bo było powierzchowne. Chcę zaznaczyć, że nie mam nic przeciwko takim  formą podnoszenia energii, jednak uczulam, że są one chwilowe.



Będąc w terapii czułam się przeorana  na wszystkie strony, że tak napiszę. Bardzo często po trzy dniowym maratonie wracały do domu moje "zwłoki", ledwo ciągnęłam nogi. Mój mąż i dzieci przyjeżdżając po mnie, chcieli rozmawiać, opowiadać, iść ze mną na spacer, a ja cała opuchnięta od płaczu, z otwartymi ranami, marzyłam o tym żeby położyć się i zasnąć. Oczywiście nie było tak cały czas, jednak na pewno większość terapii tak właśnie wyglądała. W trakcie tego procesu nie jedna osoba w moim mniemaniu spadła z piedestału, na którym ja sama ją postawiłam wcześniej, były też takie osoby, które w moich oczach zyskały miłość i akceptacje.
Był to czas kiedy wszystko mi się w głowie pokiełbasiło, czułam zderzenie dwóch światów, tego w który całe życie wierzyłam z tym, który wyłaniał się z mojej podświadomości. Zobaczyłam tez jak zależna jestem od wielu osób i emocji. W tamtym czasie moje zaufanie do siebie było nikłe. Więc czułam mieszane uczucia lęku-bezpieczeństwa, przerażenia- ulgi, złości- radości.
Na pewno nie była to łatwa droga i z pewnością łatwiej było by pójść na warsztat, na którym wszyscy mówią: możesz wszystko, myśl pozytywnie, nie patrz w przeszłość...ja jednak nie poszłam na łatwiznę i płyciznę, wybrałam drogę trudniejszą, jednak z perspektywy czasu bardziej wartościową. Dzięki temu dziś nie muszę " sztucznie" podnosić sobie energii, ja ją po prostu mam bardzo często, naturalnie.


Dlaczego Wam o tym piszę? A no dlatego, że gdy pracuję na sesjach z osobą i po kilku spotkaniach zaczyna być ciężko, ponieważ to co było zepchnięte do podświadomości wyłazi na wierzch i cholernie boli, jest też nie wygodne, bo nie znane, a ciało odczuwa ból fizyczny, to wtedy wasze ego, lęk, posuwa Was do tego by spasować, poddać się, wylogować z tego co zaczęłyście robić, a nawet przerwać proces. Uciekasz. Ale to jest złudne, bo nie możesz od siebie uciec, wszędzie gdzie się znajdziesz, to to co nosisz w sobie, będzie wybuchało jak wulkan i będzie Ci towarzyszyć jak najwierniejszy pies. 


Ja wiem, że to nie jest łatwe. Odblokować traumy, które tak skutecznie były odsuwane, dla nie jednej z Was jest to pierwszy raz w życiu, gdy spotykasz  się z Wewnętrznym Dzieckiem, przestraszonym, przerażonym, zalęknionym, nieufającym, smutnym.Ciąży Ci ilość sygnałów wysyłanych przez tą małą istotę w Tobie. W końcu ktoś dopuścił ją do słowa, w końcu może być zauważona, usłyszana. Wtedy Ty mówisz, że ciągle przychodzą do ciebie obrazy, które były zapomniane, wymazane i to jest dobre, w końcu otworzyłyśmy puszkę Pandory, ale Ty tego nie chcesz.


Zastanów się czyj jest ten wewnętrzny głos, wewnętrzny krytyk, który mówi; a po co Ty to ruszasz? Co Ci to da? Masz Ty na prawdę źle w życiu?
Kogo to jest głos?
Wobec kogo jesteś nielojalna?



Osoby, które przechodząc przez ten proces pomimo strachu i tego ciężkiego nie zrezygnowały, dziś są stabilne emocjonalnie, mają silny kręgosłup, nie wieszają się na innych osobach, nie mają stanów lękowych, ufają sobie, mogą na sobie polegać, kurczę wierzą w siebie, a wcześniej tak nie było.
To jest proces przez, który ja też przechodzę od 11 lat, to jest proces przez, który przechodzi mój mąż i nasze dzieci i większość osób, z którymi pracuję.
OCZYWIŚCIE KAŻDY W SWOIM TEMPIE!


Czyli jeszcze raz!!!
  • możesz całe życie chodzić na spotkania, na których usłyszysz; jesteś ładna, jesteś mądra, świat Ci sprzyja, leży u Twych stóp, możesz mieć tyle pieniędzy ile zapragniesz, tylko co Ci to da, kiedy pod spodem będziesz miała zakodowane inne przekonania, będziesz miała ropiejące rany i totalny chaos. To da Ci powierzchowny zastrzyk energii.
  • Zaczynając proces zdrowienia, odkrywania prawdy, licz się z tym, że będzie bolało, czasami cholernie mocno, będziesz chciała uciec gdzie pieprz rośnie, ale to potrwa jakiś czas, dla każdego ten czas jest bardzo indywidualną sprawą ( często pytacie mnie ile to czasu potrwa, i jak to ze mną było) i po mimo tego strachu, spotykając się z tym bolesnym- uzdrawiasz Siebie. Wiem, że gra jest warta świeczki.
  • Szukając pomocy zastanów się czego tak na prawdę chcesz? Czy chcesz powierzchownej ulgi, czy zmiany na całe życie?!

Tego Tobie życzę, byś wiedziała czego Ty chcesz, żebyś w tych wszystkich informacjach, które spływają na Ciebie w Ciągu dnia usłyszała SIEBIE.


Jeżeli jesteś osobą, która chce zmian, ale takich głębokich zmian, która nie boi się zmierzyć z tym co jest bolesne, pomimo strachu, to zapraszam Cię na sesje.

09:34

Miejmy odwagę iść za głosem serca

Miejmy odwagę iść za głosem serca
Dziś chcę się odnieść do komentarza, który napisała osoba Anonimowa.
Jego treść była w tym stylu: tylko głupiec zapłaciłby za sesje komuś, kto nie ma studiów psychologicznych.

Od bardzo dawna słyszałam komentarze: byłabyś dobrym terapeutą, widzisz więcej niż pozostali, widzę ciebie na uczelni psychologicznej, bądź terapeutą, potrzeba nam takich osób jak ty, itp.
W mojej głowie powstało pytanie czy iść w stronę "typowej" psychologii czy iść za głosem serca?
Wybrałam to drugie. 
Już wam piszę dlaczego, a no miedzy innymi dlatego, że nie chciałam uczyć się o wszystkim i o niczym, bo przedmioty są różne, te potrzebne i te nie potrzebne, według mnie,  które zaliczyć trzeba. Nie chciałam też dać się "przerobić", chciałam pozostać taka jaka jestem, a nie wsadzona w ramy. Nie każdy oczywiście da się w te ramy "wsadzić".


I teraz żeby była jasność, ja mam ogromny szacunek do wykwalifikowanych psychologów, "trafiałam" (miałam to szczęście) na najlepszych i chylę przed nimi czoła. Są to osoby z pasją, z tym czymś i dlatego są bardzo dobre w tym co robią.
Jednak jest też duża ilość terapeutów, psychologów, psychiatrów, która po ukończeniu bardzo dobrych uczelni krzywdzi swoich pacjentów. Co bardzo często słyszę od moich klientów i znajomych. 
Tak samo jest z osobami, które wiedzę zdobywają na kursach, są bardzo dobrzy, przeciętni i ci, którzy się do tego nie nadają. 


Czym dla mnie są studia?
Zgłębianiem wiedzy w danym temacie, poszerzaniem horyzontów,  wymianą spostrzeżeń, rozmowami, nasza świadomość w konkretnej dziedzinie się poszerza.
Czym są dla mnie szkolenia i kursy?
Zgłębianiem wiedzy w danym temacie, poszerzaniem horyzontów, wymianą spostrzeżeń, nasza świadomość w konkretnej dziedzinie się poszerza. 

Tylko, że na studiach moją uwagę od rzeczy ważnych odwróciłyby oceny, zaliczenia, przedmioty, które byłyby, bo tego wymaga program. Czas, który na studiach rozmieniałabym na drobne, na szkoleniu poświęcam w stu procentach na wiedzę , która w przyszłości mi się przyda. Są szkolenia kilku dniowe i roczne, jest cała masa informacji, a nie rzadko praktyki, dla mnie to jest bardziej wartościowe, dla ciebie nie musi takie być.

To się dotyczy wszystkich dziedzin.
Jeżeli ktoś ukończy szkołę kucharską, bo jakąś trzeba mieć, brnie w to dalej, kończąc technikum, studia, ale nie ma w sobie tego ognia, tej pasji i ciekawości  tego zawodu, a często tak bywa, to będzie pracował w barze  i robił byle jaką zupę pomidorową, bo nie będzie w nią wkładał miłości. Jeżeli jednak ktoś ten ogień i pasję będzie w sobie miał, to nie będzie potrzebował całego zakresu materiału ze szkół by być "rozrywanym" kucharzem.

Dla mnie studiowanie, to jest zgłębianie wiedzy, uczenie się, co robimy i na studiach i na szkoleniach czy kursach, stricte po to by być dobrym, bardzo dobrym w tym co chcemy robić w życiu.
Czas i pieniądze przeznaczone na ten cel, jak najbardziej uważam za dobrze spożytkowane.

Chciałabym wam polecić film Ojca Szustaka z jego kanału na YouTube. 

10:16

Bądźmy obecni w życiu dziecka

Bądźmy obecni w życiu dziecka
Kiedy jeden z rodziców lub oboje żyją w przyszłości lub przeszłości, a nie w teraźniejszości, to do dziecka trafia impuls, informacja, że trzeba ten stan zrównoważyć. Dziecko robi to intuicyjnie, nieświadomie. W pewnym sensie jest wykorzystane do tego przez rodziców.

Powiedzmy, że ojciec zginął w wypadku, a matka nie może się otrząsnąć po jego śmierci i żyje ciągle w przeszłości nie mogąc się otrząsnąć lub po śmierci ojca, matka biorąc na siebie obowiązki swoje i męża, chcąc za WSZELKĄ cenę udowodnić, że sobie poradzi, pracuje za ''dziesięciu'', wymusza na dzieciach bardzo dobre wyniki w szkole, napędza lawinę ich zajęć pozalekcyjnych, wymaga od siebie rzeczy niemożliwych, zamartwiając się o przyszłość, to ani tej matki z pierwszego przykładu, ani tej z drugiego nie ma w TU i TERAZ. Nie ma w teraźniejszości.

Tych przykładów można mnożyć np.w rodzinie alkoholowej gdzie jedno z rodziców nadużywa alkoholu, a drugi rodzic jest współuzależniony.
Więc tak, pijący rodzic ciągle kombinuje gdzie by tu wypić, z kim, jaki mieć pretekst by się napić? Ten rodzic ciągle wybiega w przyszłość, nie ma go w tu i teraz. Jak jest ''trzeźwy", to też nie do życia, bo na kacu, poddenerwowany, wycieńczony. Co się dzieje z rodzicem współuzależnionym, może chociaż on jest w tu i teraz? Nie!!! Wiecie co się dzieje z tym rodzicem, cha, to jest dopiero jazda, od okna do okna, kontrola wszystkich zakamarków domu, garażu i innych miejsc przechowywania butelek z alkoholem. Wysyłanie dzieci po rodzica pijącego, snucie w głowie co to on/ ona nie powie temu pijącemu jak już wróci, a czym nie postraszy lub zaszantażuje. Prawda?!

Dla dziecka tych rodziców nie ma emocjonalnie, a często i fizycznie. Jeżeli nawet są fizycznie w pobliżu dziecka, to ono wyczuwa napięcie i frustrację i boi się przytulić lub obciążyć jeszcze swoimi dziecięcymi problemami. Boi się powiedzieć, że jest pełne obaw i lęku w takich sytuacjach, jakie się zadziewają w jego domu. Nie rzadko słyszy: nie teraz, za chwilę, jutro, później i te obietnice nie są spełniane.

Co się dzieje z dziećmi tych rodziców?
Muszą sobie radzić same!
Zaczynają się uczyć, że mogą liczyć tylko na siebie.
Często przejmując rolę rodzica, "zaniedbując" naukę, marnując swoje naturalne, wrodzone talenty.
To dziecko nie zaatakuje rodzica, nie zmierzy się z rzeczywistością, będzie rodzica chronić i będzie radziło sobie tak jak umie. Jest ono samotne, samotne emocjonalnie, nie czuje wsparcia od rodziców, ba często jest wsparciem dla dorosłych domowników, pożyczając mu pieniądze, dbając o dom, przygotowując posiłki za rodzica.
Wspiera swoją mamę lub tatę, a czasami oboje, swoim małym, drobnym ramieniem!
To dziecko w swojej samotności szuka jakiegoś sensu życia. Szuka środowiska, w którym będzie zauważone, docenione, gdzie będzie przynależeć. Chce być wysłuchane i zrozumiane.
Te środowiska mogą być różne, to może być osiedlowy klub sportowy, szkolna kapela, grupa osób, która pali trawkę. Dopiero wtedy gdy to dziecko znika z oczu i zamyka się w swoim świecie, to rodzic wraca do TU i TERAZ. Czasami na chwilę, na moment, a czasami zostaje sparingpartnerem dla swojego dziecka w drodze do dojrzałości. Nie osacza go nadmiernie ale mu towarzyszy.

Ja byłam w każdej z tych ról, byłam tym dzieckiem, byłam też nieobecnym rodzicem. Czasami zdarza mi się nim nadal być, jednak bardzo szybko to wyłapuję. Najważniejsze jest to, że jestem tego świadoma i mogę to zmienić.

Nie mówię do siebie "ja taka jestem", "ja już taka jestem", bo te zdania ograniczają, zarzucają swoje niewidzialne macki i osadzają w nic nie robieniu. Tak one dają przyzwolenie na NIC NIE ROBIENIE albo znikome działanie, które nie przynosi rezultatów.
Kochani zauważmy nasze dzieci, one są nam dane na jakiś czas, później pójdą swoją droga. Bądźmy dla nich wsparciem nawet gdy się potkną, a może przede wszystkim wtedy. Bądźmy obecni i fizycznie i emocjonalnie.

Bądźmy dla naszych dzieci tym, czym jest latarnia dla marynarzy. :)



12:15

Retrospekcja

Retrospekcja
Na jednej z grup przeczytałam post, w którym dziewczyna opisała jak czujemy się pomagając innym, a jak czujemy się pomagając sobie. W tym poście wszystko wskazywało na to, że satysfakcje odczuwamy pomagając innym, a kiedy skupiamy się na sobie, na swoich potrzebach, odkładając sprzątanie domu, zakupy czy stertę prania na bok, bo jesteśmy zmęczeni po pracy, to mamy wyrzuty sumienia.

Autorka posta zaproponowała żebym czytając to przeniosła się o 10 lat do przyszłości i wyobraziła sobie, że:
  • zdobyłam to wszystko, co planowałam zdobyć,
  • nauczyłam się tego wszystkiego, czego chciałam się nauczyć,
  • poznałam samych ciekawych i pomocnych ludzi,
  • cały świat mi sprzyja,
  • mój wysiłek przyniósł nad wyraz fantastyczne rezultaty,
  • po prostu lepiej być nie może, 
Sensem przesłania (w moim mniemaniu) było to, żeby znaleźć złoty środek w pomaganiu innym i sobie, w dawaniu innym i sobie, w braniu i dawaniu, w robieniu i odpoczywaniu i żeby to nasze przyszłe Ja było dla nas mentorem i wsparciem.

Teraz opiszę wam, co się zadziało  w moich myślach podczas czytania tego posta.

Mój umysł cofnął się o 10 lat wstecz, do roku 2007. Dookoła mnie byli sami potrzebujący ludzie i zwierzęta. Na każdym kroku. Tacy co nie mieli co do przysłowiowego garnka włożyć, oni byli na pierwszym miejscu, a wtedy nasze potrzeby. Tacy, których trzeba było zawieźć, przywieźć, odebrać, podrzucić. Byli i tacy, którym dom trzeba było pomóc wysprzątać, okna umyć.No byli wszędzie, na przestankach, chodnikach, w sklepie w kolejce, w ośrodku zdrowia, przyciągałam ich jak miód niedźwiedzie. Na telefonie wisiałam godzinami i ''zbawiałam'' duszyczki. Był taki czas, że gdy wracałam do domu po pracy, to czekał na mnie zbłąkany jeż lub przerażony króliczek. No i trzeba było się nimi zająć. Więc jeszcze to do mnie przyszło, żebym zobaczyła kto tak na prawdę tej pomocy potrzebuje. Miałam poczucie, że jestem potrzebna, że be zemnie ani rusz, byłam w błędzie.

Czas, który poświęcałam innym( bez opamiętania), tak na prawdę był czasem, który miał być poświęcony mnie i mojej rodzinie. To sobie miałam dać uwagę, przyjrzeć się co się dzieje w moim małżeństwie, a nie w czyimś, te malutkie jeżyki i zajączki, które potrzebowały mojej opieki i bezpiecznego kąta, to tak na prawdę były nasze dzieci, to one potrzebowały mojej uwagi, mnie obecnej w ich życiu.

Wszystkie znaki na ziemi i na niebie pokazywały mi, że to ja potrzebuję pomocy, wysłuchania i uwagi.  10 lat temu ciągle łapałam kapcia w aucie, na każdej trasie znałam wszystkie wulkanizacje, nawet auto mówiło:  ZATRZYMAJ SIĘ, STOP.  Nie, dla kogoś miałam być super bohaterką tylko dla siebie.

W tamtym czasie i jeszcze w niedalekiej przeszłości marzyłam by wygrać 6 w toto lotka i na co ona by mi była, ta wygrana?! Gdzie bym dziś była gdybym wtedy wygrała? Czy włożyłabym wysiłek w to co osiągam krok po kroku, czy uszanowałabym te pieniądze? Myślę, że nie.

Napiszę wam coś więcej, ja dziś czuję, że wygrałam los na loterii!!! Ostatni rok jest rokiem cudów, pięknych rozmów pomiędzy mną, a mężem, po między mną, a dziećmi, trudnych ale owocnych rozmów, budowania więzi, spontanicznych spotkań, budowania nowych relacji, sprzątania w tych, które już są, i są dla mnie ważne.

Pamiętam jak rok temu Magdalena Szpilka zapytała mnie czy może udostępnić mój post na swojej tablicy. Emocje, które wtedy poczułam pamiętam do dziś, mogę je przywołać.  Niedowierzanie, radość, niepokój, euforia. Każda chwile, każdy moment zapamiętałam. Pamiętam dzień, w którym zrobiła mi niespodziankę, wbiegając do pomieszczenia gdzie czekałam na warsztat z Bethany Webster, byłam w takim szoku, że tylko ją przytulałam nie mogąc znaleźć słów. Znowu niedowierzanie. Dokładnie pamiętam dzień, w którym do mnie napisała wiadomość, że pierwszy warsztat chce zrobić na Pomorzu i żebym to ja go zorganizowała. To co jeszcze kilka lat temu było nie możliwe, nie do osiągnięcia,dziś się wydarza. Za kilka dni spotkam się na więcej niż chwilkę z osobą, która pomogła mi urosnąć, która dodała mi skrzydeł i wiary w siebie. Magda uczy mnie po przez to jak funkcjonuje na co dzień. Ostatnie miesiące i obcowanie z nią, to jak szkoła do, której chodziłam w podskokach. Jestem jej ogromnie wdzięczna za wszystko co mnie za jej sprawą spotkało.


Jestem wdzięczna, ogromnie wdzięczna sobie, że nie zawróciłam, że się nie poddałam gdy było ciężko.


Czemu o tym piszę? Bo chcę wam pokazać, że 10 lat temu dostałam to czego potrzebowałam, to na co byłam gotowa. Sytuacje w moim życiu odzwierciedlały moje wnętrze, to jak siebie traktowałam, kim dla siebie byłam, było odbiciem w moim życiu.
Dziś zauważam moje potrzeby, moje marzenia, wiem czego chcę, do kont zmierzam, a ponieważ ja siebie zauważam, zauważają mnie inni, ja siebie doceniam, doceniają mnie inni, ja siebie słucham, słuchają mnie inni, tak jak ja o siebie będę dbała, tak będą dbali o mnie inni.
Bardzo często słyszę ostatnio od osób, z którymi spotykałam się już kilkanaście lat temu, że widzą we mnie ogromną zmianę, widzą ruch, widzą inna energię, dziękuję wam za te słowa, które od was ostatnio usłyszałam i jeszcze raz przekaz dla was: JA MOGĘ I TY TEŻ MOŻESZ, TYLKO POKONAJ SWOJE LĘKI, ROZPUŚĆ SWOJE BLOKADY, DOWIEDZ SIĘ CZEGO TY CHCESZ, A WTEDY DO TEGO DĄŻ!!!


PS. Jeżeli czujesz, że jesteś na dużym życiowym zakręcie i boisz się, że się prędzej wykoleisz niż dojedziesz do celu, jeżeli twoje puzzle się rozsypały, a ty nie wiesz  jak je poukładać, to zapraszam cie na sesje.

01:21

Weszłam w moje stare buty

Weszłam w moje stare buty
Buty, Stare Buty, Wiek Butów
Od kilku miesięcy czuje, że weszłam w swoje stare buty, buty sprzed 18/19 lat. W buty osiemnastoletniej dziewczyny, która została wypchnięta na głęboką wodę, bez wsparcia i ochrony.

 W wieku osiemnastu lat pojechałam do pracy, której żaden z rodziców nie sprawdził, w której byłam traktowana bardzo źle, a brak szacunku do pracownika był tam jedyną zasadą.
Nabawiłam się, a raczej nasiliły się nerwicowe bóle brzucha (były dni, że zwijałam się z bólu na podłodze). Byłam przerażona, moje ciało było ciągle spięte, gotowe do ucieczki lub do obrony. Mój młodziutki rozum, moja intuicja podpowiadała mi, że trzeba stamtąd wiać, ale czułam, że drzwi do domu są zamknięte, bo jestem już pełnoletnia, bo procować trzeba, bo w każdej pracy tak jest...
Wtedy poznałam Rafała, mojego męża, on podjął decyzję za mnie i za moich rodziców (co nie spotkało się z ich aprobatą) o odejściu z tej pracy. I chwała mu za to !!!
Rany jednak pozostały do dziś.

Teraz, gdy jeszcze raz weszłam w moje stare buty, pierwsze co poczułam to ogromną złość, całe morze złości, niezgodę, potem przyszedł żal, długo u mnie gościł, a ja pozwoliłam mu się rozgościć, za nim przyszła nie moc i smutek, w końcu przyszło poczucie straty czasu (choć teraz tak nie uważam), który  mógł być dla mnie czasem próbowania, upadania i podnoszenia się pod okiem rodziców. Niestety zabrakło tego wspierającego ramienia.
Za to czułam, że rzucono  mnie na głęboką wodę bez koła ratunkowego. Bez możliwości powrotu na statek.


Na kilka tygodni, a właściwie miesięcy, wróciła do mnie ta Justyna, która była bezradna, nerwowa, która wciąż walczyła, miotała się. Jak ważne jest zatopić się w te uczucia, które do nas przychodzą.


Z początku, gdy te emocje do mnie przyszły, to nie wiedziałam o co chodzi. Ciągle byłam poddenerwowana, rozdrażniona. W końcu ją zobaczyłam, tą osiemnastoletnią dziewczynę, a pokazała mi się, ponieważ nasza córka ma właśnie osiemnaście lat.


Pokazały mi Ją, także pozostałe nasze dzieci. Ich zachowanie, wiek dojrzewania, to w jaki sposób są ciekawi świata, ich pierwsze kroki w dorosłość, to w jaki sposób podejmują decyzje, odważnie, pewni siebie, ja taka nie byłam, byłam jak chorągiewka, a do tego zahukana i wystraszona. Nie umiałam zadbać o swoje bezpieczeństwo, o mój komfort, bałam się wypowiedzieć słowo NIE, bałam się konsekwencji jakie mogłyby mnie spotkać. Nikt mnie tego nie nauczył.
Dzieci są świetnym wyzwalaczem, to co my staramy się ukryć lub nie zauważyć,  obcując z nimi, wywalają nam te poupychane emocje. I bardzo dobrze, bo dzięki temu znowu czuję się zdrowsza na duszy.

Wiecie co? Czuję, że tak miało być, że dokładnie taką lekcje miałam dostać od życia. Każde zdarzenie, każde niepowodzenie, były tak samo potrzebne jak i te radosne chwile pełne uniesienia.
Jest we mnie akceptacja i zgoda. Już jest !!!

Kochani, świadomie czy nie, czasami krzywdzimy nasze dzieci, bo nie umiemy inaczej. Dużo pracy wkładam w to, by zmienić wkodowane mi zachowania, zdania, przekonania, wzorce...
Chciałabym postępować tak, by nikogo  nie skrzywdzić. By nie zadać ani jednej rany, bo przecież wiem jak to cholernie boli. Chcę iść drogą miłości, akceptacji, serdeczności, ale czasami mierzę się z cieniami przeszłości i ranię innych.

Być rodzicem, żoną, córką, przyjaciółką bez skazy, no nie da się, choć chęci są wielkie i czyny za tymi chęciami też idą. Czasami trzeba wejść w stare buty i popełnić parę gaf, zrobić sobie i komuś a ku-ku i wyciągnąć z tego wnioski na przyszłość.
Żeby nauczyć się mówić NIE, żeby wiedzieć czego się chce. Żeby zobaczyć to zdarzenie z innej perspektywy.

W każdy okres dorastania naszych dzieci wchodzę intuicyjnie, po omacku, nie przygotowana (wiem, wiem, jak każdy z nas) no i mimo najszczerszych chęci, wielu przeczytanych książek, warsztatów i ogromnej pracy ze sobą, pewnie nie wszystko wyjdzie im na dobre.
Jak dobrze jest zdać sobie sprawę z tego, że nie można być ideałem, że nie ma takiej opcji.
Świadomość tego daje mi ogromna ulgę.

Jedno z naszych dzieci właśnie wchodzi w ''dorosłość'', to znaczy za kilka dni ma osiemnaste urodziny. Jaką ja walkę w sobie stoczyłam żeby nie działać z automatu i nie postąpić z nią tak jak ze mną postąpiono. Dużo czasu zajęło mi wsłuchiwanie się w siebie i sprawdzanie co jest w zgodzie ze mną, a co jest mi wpojone, z czym rezonuje, a z czym już nie rezonuję.

Moglibyśmy ją wypchnąć i zamknąć drzwi (to znam), ale nie tędy droga, moglibyśmy oczekiwać nie dając nic w zamian lub dawać i dawać, nic nie oczekując, co prowadzi do wypalenia się.
Ta droga też nie wydaje mi się dobrą.
Chciałabym znaleźć złoty środek, chciałabym być opoką dla moich dzieci, gdy potrzebują wsparcia, ale i też wyznaczać granice nie krzywdząc i nie wypaczając ich autentyczności. Słucham intuicji, bo ona mnie nie zawodzi. Gdy czuję lęk, to sprawdzam czy ''to'' jest moje czy raczej zakotwiczone ''coś'' czego już w moim życiu i postępowaniu nie chcę.

Popełniając błędy uczymy się !!!
Problemy, konflikty, to ludzka rzecz, najważniejsze to umieć lub starać się je rozwiązywać. Jest to dla nas ogromna nauka, jeżeli tylko podejmiemy próbę. Próbując wzrastamy !!!
Nie zamiatajmy naszych emocji pod dywan, bo prędzej czy później i tak z pod niego wyjdą.


Ps. zapraszam Cię do komentowania.
Jeżeli jesteś na życiowym zakręcie, czujesz, że ogarnia cię chaos i brak Ci sił, to zapraszam Cię na sesje.







03:06

Okres dojrzewania

Okres dojrzewania


 


Okres dojrzewania jest bardzo istotnym czasem w życiu każdego z nas.
Jeśli w tym okresie nie miałeś /łaś możliwości, przestrzeni, warunków na przeżycie swojego buntu, odcięcie się od rodziców, odpępowienie, to w czasie, gdy twoje dzieci będą dojrzewać, ty będziesz przechodzić swój proces dojrzewania.


Przez ostatnie dziesięć lat (bo wcześniej to różnie to bywało z tą nauką i uczyliśmy ich raczej tego czego byśmy nie chcieli) uczymy dzieci asertywności, zdrowego egoizmu, dajemy im prawo wyboru i decydowania, uczymy polemizować, mają prawo być odrębną jednostką. One mają własne zdanie, wiedzą co lubią, a czego nie lubią, dążą do spełniania swoich marzeń, a nie marzeń swoich rodziców czy  dziadków. Nie rzadko te swoje marzenia spełniają:)) Są coraz bardziej pewni SIEBIE !!!


No i kochani, tak od trzech, czterech tygodni ta ich pewność siebie, to co pokazują swoją postawą, odpalała u mnie całą gamę emocji. Z cienia wyszła ta część mnie, która kiedyś nie mogła mieć swojego zdania, nie mogła powiedzieć:
-teraz nie mogę, zrobię to później.
-nie mam czasu.
-jestem zajęta.
-nie chce mi się.
-nie mam ochoty.
Nie mogłam tego powiedzieć, a nawet jak powiedziałam, to szybko żałowałam tego, bo byłam wbijana w poczucie winy, albo byłam skrytykowana, wyśmiana, zastraszana...
Tyle było mojego!!!
Kiedy nastolatek jest uległy, zahukany, łatwo nim manipulować, a na dodatek przerażony tym co dzieje się w nim w środku, i jest z tym sam, nie ma wsparcia, to czy w dorosłym życiu będzie umiał postawić granice, czy będzie asertywny? Czy będzie umiał rozpoznać swoje emocje, będzie umiał się sobą zaopiekować? A może będzie rozdawał się na prawo i lewo, będzie łatwo można nim manipulować,bo tak właśnie go wychowano.
Na szczęście można to zmienić!!! I to jest dobra wiadomość.


I teraz ja przechodzę tą zmianę,przechodzę swój bunt, więc żeby nie buntować się przeciwko dzieciom, bo to nieadekwatne zachowanie, to nie o nich chodzi, zaglądam w głąb siebie i uzdrawiam, czyszczę, porządkuję, bo to nie jedna blokada, nie jedna niezasymilowana część mnie, a cały okres mojego dojrzewania. Uzdrawiam Matczyną Ranę i Ojcowską Ranę.
Tyle razy chciałam w tym trudnym okresie powiedzieć DOŚĆ, to nie moje, ja jestem tylko dzieckiem!!! To co w tamtym okresie musiałam stłumić w zarodku teraz wypływa na powierzchnię, a ja czuję ogromną ulgę.


Nasze dzieci są w wieku 13,15, 18 lat, piękny czas, na uczenie się, na zdobywanie wartości, na popełnianie błędów, jest to też okres, w którym hormony szaleją, ciało się zmienia, kiedy człowiek uczy się akceptacji właśnie tego ciała, siebie, potrzeb. Czas odcięcia pępowiny od mamy, od taty, czas dojrzewania. Czas na radość i zabawę, czas na miłość i przyjaźń. Emocje, które towarzyszą temu okresowi są jak najbardziej adekwatne, choć niestabilne.

I one, te nasze dzieci mają do tego prawo, ja nie koniecznie w wieku dojrzewania to prawo miałam. Więc teraz ja przechodzę ten Bunt wieku dojrzewania i żeby nie buntować się przeciwko dzieciom, bo to nie do nich te żale i pretensje, to zaglądam w siebie, wsłuchuję się w moje ciało ( o czym pisałam w moim ostatnim poście), pozwalam sobie na huśtawki emocjonalne, na nic nie robienie, na mówienie NIE. Ilość spotkań z moim wewnętrznym dzieckiem przekroczyła moje najśmielsze oczekiwania, ile ciepła i wyrozumiałości potrzebowała ta nastolatka, wsparcia, zauważenia, empatii...Całe mnóstwo!!!

W tym czasie często czułam bunt, bo ''ciągle'' musiałam jeździć po dzieci. Zawieźć, przywieźć, znowu je zawieźć, a jeszcze to zapomnieli kupić, więc znowu, znowu i znowu...''Ciągle'' słyszałam od dzieci; teraz nie mogę, zrobię to później lub za chwile, a we mnie wszystko krzyczało, że oni tak mogą, a ja nie mogłam. We mnie rodził się bunt, ten bunt z okresu dojrzewania, który poniekąd nie był adekwatny do tej sytuacji, ale z drugiej strony pokazywał mi, że moje granice są przekraczane i co ja z tym zrobię. Czy będzie można mnie wykorzystywać, czy zadbam o siebie i mój czas.

Najpierw spojrzałam na to z boku, co mi to pokazuje, jak ja się czuję w tej sytuacji, dlaczego czuję opór, złość, czuję się wykorzystana.. Gdyby nasze dzieci się tak nie zachowywały, to czego bym wtedy nie poczuła, co czuję, gdy one '' ciągle'' czegoś ode mnie potrzebują..Opukiwałam się, wsłuchiwałam w ciało i obserwowałam emocje.Starałam się nie krzywdzić przy tym dzieci, bo we mnie się na prawdę duuuużo działo.
Kiedy doszłam do tego,że są to moje emocje z czasu kiedy to ja miałam 13,15, 18 lat, kiedy puściły blokady i to co było zamrożone, mogłam spokojnie porozmawiać z dziećmi o tym by ograniczyć te wyjazdy do minimum, by uzgadniały to ze mną wcześniej, jeżeli nie jest to coś pilnego, to możemy to przesunąć.Ja byłam konkretna, nie rozklekotana, więc im to mogłam przekazać w sposób konkretny.

Kochani więc tak, trzepało mnie przez cztery tygodnie, co się podniosłam to z drugiej strony coś mnie przygniotło, opisałam wam minimum tego co się działo, ale powychodziły relacje koleżeńskie, gdzie były mylone przeze mnie z przyjacielskimi,przez półtorej tygodnia nie miałam połączenia internetowego, a w telefonie przez trzy dni brak sieci, no działo się i warto się przyglądać znakom. Ponieważ brak internetu, zrywane połączenie, to nic innego jak brak połączenia w nas.


Na nowo odkryłam, albo zgłębiłam MOC ''narzędzi'' (ale gdy wypowiadam słowo narzędzi, to czuję, że jest to zniewaga, bo to coś o wiele większego). Widzę i czuję jaka to szansa na uzdrowienie tak potężnych blokad, zastygniętych emocji, konfliktów. Jestem tym podekscytowana. Czuję, że na nowo rozkwitam jak kwiat.


 Oczywiście zapraszam was do komentowania i jeżeli uznasz ten post za wartość dla kogoś to o udostępnienie. Jeżeli potrzebujesz poprowadzenia w procesie poukładania porozrzucanych puzzli w twoim życiu, wsparcia w procesie powrotu do swego wewnętrznego domu, to zapraszam cię na sesje.


11:14

Sygnały z ciała

Sygnały z ciała
Idziemy przez życie trzymając w naszych ciałach wiele traum. Każda z nich jest wryta tak głęboko, że nawet nie mamy pojęcia o ich istnieniu. Nasze ciała są spięte, ciągle w gotowości. Gotowe by wziąć unik, by schować się w kąt, usunąć w cień, uciec jak najdalej.
Nasze ciało jest jak kilkutomowa saga, jest w nim zapisane wszystko, my nie pamiętamy, ale ono ma zapisane najdrobniejszy szczegół naszego życia.
Nasze ciała są piękne, czytelne, prawdziwe.

Pamiętam co działo się z moim ciałem, zanim poszłam na terapię. Zaciśnięte szczęki, ból pleców, głowy...wieczny ból głowy, mdłości, wymioty, ból brzucha, bolały mnie ręce. Moje ciało dawało mi sygnały, a ja go nie rozumiałam. Nie byłam w stanie ich oczytać. Brałam tabletkę za tabletką, chodziłam do lekarza i nic się nie zmieniało. Na chwilę ból znikał, by po chwili pojawić się ponownie. Mój organizm był wykończony tym, że go nie słuchałam.

Kiedy uczestniczyłam w terapii nie działo się wcale lepiej, wchodziłam w interakcję z tym co mówili uczestnicy, otwierało się to, co było zablokowane przez 30 lat. Bóle się nasilały, lecz ja pomimo lęku, czułam, ze robię to co przyniesie mi korzyści.

Strach był przeogromny, moje zaciśnięte szczęki, mówił to czego mówić nie wolno było. Mówiły o tym, co się działo w moim domu, o bólu, bezradności, o nienawiści, o żalu i złości. Mówiły i mówiły, aż przestały być zaciśnięte, zrzuciłam ciężar z pleców, ramion i zrzuciłam 12kg. Moje dłonie mogły oddać część obowiązków mężowi i dzieciom, ponieważ zrozumiałam, że nie tylko ja jestem za wszystko odpowiedzialna, co za tym idzie, ból minął. Nudności i ból głowy jeszcze przez kilka lat mi towarzyszyły, ale wiedziałam, że są dla mnie informacją, że pokazują mi stłumioną złość, żal, że nie mówię tego co myślę.

A myślałam, że byłam:
  • krzywdzona;
  • oszukiwana;
  • odrzucana;
  • samotna (co opisuję w poście "Samotność"
  • lekceważona przez innych, ale też przez samą siebie;
  • nie brano mnie pod uwagę.

NIE MIAŁAM W SOBIE NA TO WSZYSTKO ZGODY.  I moje ciało pokazywało mi to, co wypierałam.

Kochani większość z nas (tak mi się wydaje) w pewnym momencie życia czuje, że wszystko się rozsypuje, że nie ma porządku, jest tylko chaos, strach, beznadzieja, wszystko traci sens. Już nie masz siły naprawiać relacji z bliskimi ci osobami, nie masz siły chodzić do pracy, czujesz, że życie przecieka ci przez palce, to jest moment, kiedy możesz odnaleźć siebie. Twoje ciało wysyła ci sygnały, wsłuchaj się w nie i szukaj odpowiedzi.

Już czas by poukładać rozsypane puzzle w jedną całość!
U mnie, na tylu płaszczyznach był bałagan, jak tu naprawiłam, to sam się rozleciało. W końcu przyjrzałam się każdej sferze mojego życia.

Ostatnio czułam napięcie w ciele. Zastanawiałam się o co chodzi, co mi to napięcie pokazuje. Uświadomiłam sobie, że jedno z moich dzieci uświadomiło mi moje wspomnienie z dzieciństwa. Dzieci są lustrem, powtórzę to kolejny raz!

Zobaczyłam obraz dziewczynki, którą jedno z rodziców zabiera do miasta na zakupy. W tej małej główce było tyle pragnień związanych z tym wyjazdem. Tyle potrzeb, jedna za drugą kłębiły się w jej myślach. Noc przed tą wyprawą nie mogła spać, tak była podekscytowana. Będąc już w mieście rodzic kupił wszystko co zamierzał i może nawet mała Justynka dostała loda, zapiekankę lub lizaka, ale nie dostała tego co było w jej główce, mówiła nieśmiało mamie/tacie, ale nie wprost, bo najwyraźniej tyle razy była zbywana, że nie odważyła się prosić. W drodze do domu siedziała spięta i obrażona, jej nogi, ręce, plecki, wszystko było napięte ze złości, której nie umiała ukazać. Myślała, że rodzice zauważą jej sygnały, że będą czytać w jej myślach, że pokaże jaka jest zła, zawiedziona, ale nikt jej nie widział.

I to do niej wróciłam tym razem, ją przytuliłam, stworzyłam przestrzeń, aby mogła się złościć i powiedzieć co chce, co czuje.
Blokady puściły, mięśnie się rozluźniły. Czułam się słaba, ale jak miałam się czuć?!?! Wcale mnie to nie zdziwiło, doskonale wiedziałam co się dzieje z moim ciałem, pomimo  tego, że czułam się jakby rozjechała mnie ciężarówka, to miałam świadomość, że puściłam coś, co trzymałam w sobie przez kilkadziesiąt lat, głęboko upchnięte.
Uświadomiłam sobie, jak przekazuję informację o tym, czego chcę, w jaki sposób to robię. Komunikat nie zawsze był czytelny, a zwłaszcza kiedy, jechaliśmy z rodziną na wakacje. W mojej głowie był plan, którego moja rodzina nie znała albo przekazywałam informację w taki sposób, że nie byłam brana pod uwagę. Nie rzadko wracałam z podróży zawiedziona.

Każdy z nas ma poupychane w ciele wspomnienia, tragedie, zły dotyk, ...
Mimo, że nasz umysł to wyparł, nasze ciało to pamięta. Wsłuchajmy się w nie. Daje nam cenne wskazówki.



Jeżeli przechodzisz podobny proces, a boisz się być w nim sam lub z jakiegoś powodu nie czujesz się bezpiecznie, to mogę ci towarzyszyć. Zapraszam cię na sesję.

13:27

Maski

Maski
Co nam dają maski, które zakładamy?

Złudne uczucie, że nikt nas nie skrzywdzi.
Wrażenie, że mamy wszystko pod kontrolą (między innymi nasze emocje).

Wysyłamy sygnał na zewnątrz, który jest nieadekwatny do tego co jest u nas prawdziwe.
Maski są naszą tarczą obronną, która ma nas chronić przede wszystkim przed otoczeniem, przed bliskimi.

 Oj długo nosiłam maski, zakładałam jedną na drugą, zmieniałam i wiecie co? Nie byłam tego świadoma! Nie byłam świadoma, że pod spodem ukrywam prawdziwą siebie. Nie wiedziałam, że zakładam maskę zadowolonej, kiedy wcale nie czułam się dobrze, maskę silnej, niezniszczalnej kobiety, kiedy w środku mnie wszystko krzyczało, że już nie mam siły, nie daję rady, maskę pewnej siebie, wszystko wiedzącej, a w głowie chaos i pustka, na przemian.

A idź pan w cholerę z maskami!!! Ile ja przez nie traciłam.
Może i nikt mnie nie skrzywdził, bo nie miał ochoty do mnie podejść, a może krzywdził, tylko ja, zamiast się temu przyjrzeć zakładałam następną i następną i w końcu zrobiła się tak gruba warstwa tych przyklejonych nieszczerych masek, że nie wytrzymałam i postanowiłam je zrzucić.
Dopiero wtedy dotarło do mnie ile ja przez nie tracę. Na przykład: radość z poznawania nowych osób (teraz poznaję całe mnóstwo wyjątkowych osób). Kiedy zrzucamy maski to przyciągamy takie osoby, które rezonują z nami, prawdziwymi, przy których nie trzeba udawać, bo już nie zakładamy fałszu, sztucznego uśmiechu, maski porcelanowej lalki, tylko okazujemy siebie takimi jakimi jesteśmy.

Gdy rozpiera mnie energia to to pokazuję, bywa, że ta energia, aż się ze mnie wylewa, bawię się, tańczę, śmieję, uśmiecham, zaczepiam, jestem cała radosna. Kiedy czuję smutek, żal, a może nie mam na coś zgody, to można mnie czytać jak z książki i wszystko się wyczyta - bo nie zakładam maski.
Jeśli się złoszczę, to się złoszczę, już nie zamiatam tego pod dywan, bo ile można, szkoda życia na zamiatanie. :)

Wiecie co, gdy zakładałam maski, to dostawałam w prezencie takie praktyczne rzeczy, bo wtedy taką też siebie pokazywałam, twarda, konkretna. Dostawałam zestaw szklanek, patelnie, dużą i ciężką biżuterię. I nikt nie wiedział, nawet przez myśl im nie przeszło, że ja lubię delikatne świecidełka, że wolę kwiaty z łąki, bukiet tulipanów, zamiast bukietu z kwiaciarni za 100zł.
No, ale jak zaczęłam być sobą to zaczęło się zmieniać, dostałam rolki na urodziny od dzieci, delikatną biżuterię, kwiaty są w naszym wazonie przez cały rok, dbamy o to oboje z mężem. W zeszłym roku dostałam kolorowankę na urodziny, a niedawno zostałam zaproszona przez męża na koncert Enrique Iglesias, ponieważ takie rytmy mnie przyciągają.
Nie bójmy się pokazać jacy jesteśmy, mówić co lubimy, czego nie lubimy. Nie bójmy się śmiać, kiedy mamy ochotę i płakać, gdy czujemy, że jest taka potrzeba. Dajmy się poznać światu i sobie, a dostaniemy to, co do nas pasuje i co z nami rezonuje.


Zakładasz Maski? Nie wiesz lub nie udaje ci się ich zrzucić, boisz się, co ludzie powiedzą, boisz się, że nie poradzisz sobie, że zostaniesz skrzywdzona/ skrzywdzony, ale masz już dość ukrywania się za nimi, chcesz wsparcia? Zapraszam cię na sesje.

Zapraszam was do komentowania.

11:18

Prawda może boleć, ale...

Prawda może boleć, ale...
Jeżeli jesteś osobą, której w dzieciństwie odmówiono prawa do godności,
Jeżeli jesteś osobą, której w dzieciństwie odmówiono szacunku i uwagi,
Jeżeli jesteś dorosłym, którego w dzieciństwie upokarzano, wyśmiewano, z którego zdaniem się nie liczono, to jest to całkiem możliwe, że jako dorosły człowiek będziesz z pozycji siły bronić się przed lękiem tkwiącego w tobie zdezorientowanego, wypłoszonego, zranionego dziecka.

Będziesz dążył/a do tego, by ktoś kto jest dla ciebie lustrem, poczuł się tak jak ty czułeś/łaś się w dzieciństwie. Postawisz go przed ''sądem''swoich osądów i zrobisz wszystko, a przynajmniej dużo, by poniósł karę. Tak jak ty, kiedy byłeś/łaś małym dzieckiem.

Jak reagujesz na kogoś kto płacze? Czy ty mogłeś/łaś pozwolić sobie na płacz?
Jak się czujesz w towarzystwie osoby pewnej siebie, znającej swoją wartość, co o tej osobie myślisz?
Co ona w tobie wywołuje?
Jeżeli ktoś wyraża swoje zdanie odważnie mówi co myśli, to jaka jest twoja reakcja na tą osobę?
Zauważ co się z tobą dzieje, kiedy ktoś mówi prawdę (swoją prawdę, a każdy może mieć inną), a ty się z tym nie zgadzasz, jakie emocje ci towarzyszą?

Zanurz się w nie, pozwól by przepłynęły przez twoje ciało, pozwól je sobie poczuć, pomacaj się z nimi.

 Jest tyle okazji do zajrzenia w siebie. Każda osoba, która staje na naszej drodze i wywołuje w nas emocje, jest zaproszeniem do tego by spotkać się z naszym cieniem.
My często boimy się tam zajrzeć i z pozycji siły zastraszamy, wbijamy w poczucie winy, manipulujemy, robimy wszystko by tylko nie dotknąć tego bólu, który pali nas od środka. Nie mamy odwagi by spojrzeć na to dziecko w nas i dostrzec jego cierpienie, a ono woła o uwagę. Chce być zauważone, usłyszane, chce się czuć bezpiecznie.

Rzeczywiście czasami PRAWDA może boleć, ale w efekcie zawsze leczy.

Dla mnie jest to wartość sama w sobie.
Czy jest to łatwe?  NIE!!! Czasami ból jest większy niż strach i na odwrót, bywa bardzo ciężko, można wylać może łez, zaleje cię fala smutku lub żalu. Ja często wchodzę tam gdzie byłam odrzucana, niewidziana, nieakceptowana. Jednak warto, wtedy te porozrzucane puzzelki układają się w jedna całość. 


05:02

Bezwarunkowa miłość

Bezwarunkowa miłość
Żyjmy w zgodzie !
Obdarzajmy się bezwarunkową miłością !
Akceptacja bez granic !
Wybaczajmy !

To hasła, którymi nas wabią. Nie dla jednej osoby jest to cel, cel nie do osiągnięcia i wcale mnie to nie dziwi...
Nie rzadko zatracamy siebie dążąc do bycia ideałem. Do pewnego momentu panował chaos w moim życiu, ale to był dobrze znany mi chaos, więc to co znane, było dla mnie bezpieczne (przynajmniej tak mi się wtedy wydawało).
W tamtym czasie towarzyszyły mi takie przekonania:
starszy mądrzejszy,
starszy ma zawsze racje,
lepiej przemilczeć, niż się pokłócić,
jak sobie pościelisz tak się wyśpisz (czyli raz podjęta decyzja, ciąży całe życie),
robić dobrą minę do złej gry,
brudy prać w domu.
Mogłabym tak wymieniać i wymieniać.

Kiedy podjęłam decyzje, że moje życie musi się zmienić, bo tak dłużej nie mogę funkcjonować, wiecznie w napięciu, lęku to chciałam z całego serca być sobą. Ale jak to zrobić kiedy nigdy sobą nie mogłam być?! Kiedy moje naturalne reakcje, emocje były ignorowane i wyśmiewane. Więc hasła, które wypisałam wyżej były jak lep na muchy, a ponieważ często mi nie wierzono, to nie ufałam sobie i temu co czuję. Można mną było manipulować. Wszystko to co czytałam, słyszałam na szkoleniach i warsztatach brałam za prawdę pomimo wewnętrznego sprzeciwu. Kiedy czułam złość, wmawiałam sobie, że teraz to już ''powinnam'' żyć z wszystkimi w zgodzie, każdego starałam się zrozumieć, nie biorąc siebie pod uwagę.

Znowu po raz kolejny w moim życiu wybrałam kogoś, a nie siebie.
Tłumaczyłam sobie, że ja tak mało wiem o życiu, że prowadzący szkolenia, przedstawiciele grup, mentorzy, autorzy książek, nauczyciele wiedza lepiej. Wierzyłam w bezwarunkową miłość, w akceptacje bez granic, ponieważ bardzo tęskniłam za tym. Dlatego te hasła tak mnie przyciągały. Z jednej strony miało to sens, wybaczenie, pogodzenie się, a z drugiej strony czułam niezgodę, wewnętrznie kłóciłam się z tym co mi znowu było narzucane, a ja nie świadoma swoich mechanizmów brałam to.

Pracując ze sobą, z moim wewnętrznym dzieckiem, zaczęłam się scalać, już nie byłam oddzielona od siebie. Więc nie można już było wrzucić do mojego wnętrza bylejakości. Zaczęłam odrzucać ziarno od plew. Będąc na warsztacie, zaobserwowałam osobę prowadzącą, która wręcz zmuszała uczestnika by wtulił się w reprezentanta ojca i się z nim pojednał. Uczestnik głośno odmawiał, jednak po namowach prowadzącej ustąpił i sparaliżowany przytulił się.
Czułam oburzenie i niezgodę. Zdałam sobie sprawę, jaką krzywdę mogą zrobić osoby, które mają po blokowane swoje emocje. Zrozumiałam, że nie chcę wybaczyć na rozum, bo taka jest idea. Że bezwarunkowo to kocham tylko dzieci, że akceptuję druga osobę, ale też umiem  dbać o siebie i moja rodzinę, że nie wpuszczam każdego do mojej przestrzeni, ponieważ już coraz bardziej jestem świadoma tego co jest dla mnie dobre i co mi służy, a co nie jest i może wyrządzić mnie i moim bliskim krzywdę.
Widzę, że nie jest prawdą, że osoby, które są autorytetem w społeczeństwie mniejszym lub większym zawsze mają racje i postępują właściwie.

Nie idę już ślepo przez świat, rozglądam się moimi bystrymi oczami, znajduję piękne wartości, a to, co wartością dla mnie nie jest, odrzucam.
Ufam swojej intuicji.

Pozdrawiam cię serdecznie i zapraszam do komentowania.


11:10

Szantaż emocjonalny

Szantaż emocjonalny
Kto z nas go nie doświadczył? Kto z nas go nie stosował?

Jest on obecny w naszym życiu, w naszych związkach, w relacjach, ponieważ, jesteśmy nauczeni, że takie, a nie inne reakcje, na nasze lub kogoś reakcje są naturalne.
Kto z was odpuścił, ponieważ szantażysta zaczął krzyczeć, obrażać, dąsać się, oskarżać, grozić, że zabierze dzieci, pieniądze, odejdzie?!
Kto z was zrezygnował z wyjazdu, szkolenia, wyjścia do kina, ponieważ był wbijany w poczucie winy i nazywany egoistą?!
Kto odpuszczał dla ''świętego spokoju" zdradzając samego siebie?!


Gdy szantażysta atakuje, próbujemy  za wszelką cenę odeprzeć atak, usprawiedliwiać się, bronić. Staramy się czytać w jego/jej myślach, dociec o co chodzi? Skąd taka reakcja i mimo, iż wiemy, że nie zrobiliśmy nic złego, to jednak czujemy ciężar i lęk. Paraliżujący lęk!!!
Ponieważ wielokrotnie w naszym życiu byliśmy oskarżani o coś czego nie zrobiliśmy, byliśmy wbijanie w poczucie winy, z czasem przestaliśmy odróżniać co jest prawdą, a co jest nam narzucone i wmówione.

To nic nie da, takie wzajemne obarczanie siebie winą, bronienie się i tłumaczenie. Kiedy szantażysta napiera na ciebie, wywiera presję, to zmień taktykę.

Chciałabym w tym miejscu wyjaśnić, że mowa jest o szantażu emocjonalnym, a nie o przemocy fizycznej. Jeżeli ktoś stosuje wobec ciebie przemoc fizyczną to nie podlega to dyskusji, postaraj się zorganizować pomoc, zadbaj o siebie, zgłoś się do odpowiednich służb!!!

To twój wybór czy będziesz dorzucać do tego ognia, czy odetniesz zasilanie i ogień wygaśnie. Bo gdy wchodzisz w dyskusję z szantażystą to tylko rozpalasz jeszcze bardziej ten ogień, broniąc się, tłumacząc, obwiniając, dorzucasz tym samym drewno do pieca, który i tak już ma wysoką temperaturę. I możesz się poparzyć.

Możesz zacząć stosować niedefensywną komunikację stosując krótkie zdania:

  • Przykro mi, że się martwisz.
  • Mogę zrozumieć, dlaczego tak to widzisz. 
  • To interesujące.
  • Naprawdę?
  • Krzyki/groźby/wycofywanie się/płacz nie będą już skuteczne i niczego nie rozwiążą.
  • Porozmawiamy,gdy poczujesz się spokojniejszy/spokojniejsza.
  • Nie będę z tobą rozmawiać, jeśli będziesz mnie obrażał/obrażała.
  • Przykro mi, że tak uważasz.
  • Przykro mi, że tak to widzisz.  
W ten sposób odcinasz zasilanie.
Zachowanie szantażysty może, ale nie musi się zmienić, jednak to co ty zrobisz, będzie naprawdę zdrową reakcją. Wzrośnie twój szacunek do samego siebie/do samej siebie.
Susan Forward w książce pt. ''Szantaż emocjonalny'' pisze;
''Nie spodziewaj się wielkich zmian w jego osobowości, nawet jeśli zaczyna zauważać, co robi, i chce pracować nad tym by to zmienić. Pamiętaj; Zachowanie może się zmienić. Style osobowości zazwyczaj się nie zmieniają."

Często z ust szantażysty padnie słowo "przepraszam" i obietnica poprawy. Jednak są to w większości przypadków słowa rzucane na wiatr. Słowa ''przepraszam - zmieńmy temat lub przepraszam - nie mówmy już o tym" niczego nie załatwią. Jest to ''zamiatanie pod dywan'' i nie branie za siebie odpowiedzialności.

Jeżeli osoba, która cię zastrasza, manipuluje tobą, kontroluje cię, wyraża chęć zmiany, to także przyjmuje odpowiedzialność za to co robi lub zrobiła, uczy się innych (zdrowych) zachowań, potrafi się przyznać, że to jak się zachowywała mogło sprawić ci ból i ranić ciebie. Jest gotowa szukać rozwiązań na zewnątrz, jeżeli nie umie sobie sama poradzić ze zmianą zachowań, eliminuje je konsekwentnie. 
Te zmiany dotyczą i osoby szantażysty, jak i również osoby szantażowanej.

Więc jeszcze raz napiszę, że samo ''przepraszam'' niczego nie zmieni, a czasem nawet czujesz się poniżony(a) i upokorzony(a), gdy zostałeś(aś) wyzwany(a), oskarżany(a), potraktowany(a) w sposób podły i po tym wszystkim słyszysz ''przepraszam".

Nie ważne czy jesteś szantażystą czy osobą szantażowaną, nosisz w sobie rany, które trzeba wyleczyć. Między innymi dlatego są takie, a nie inne twoje zachowania. Lęk przed samotnością, strach przed porzuceniem, odrzuceniem, brak poczucia własnej wartości, brak wiary, że to co myślimy jest słuszne i że ktoś kto chce świadomie lub nie, nas zranić, manipulować nami będzie to wykorzystywał przeciwko nam. Szantażysta także ma swoje lęki, boi się, że zostanie sam i dlatego się tak zachowuje.

Tu jest potrzebna decyzja o zmianie, decyzja o pracy nad sobą i związkiem/relacją, a także zmiana nawyków i przekonań. Zauważenie problemu.

Ps. Post ten napisałam w oparciu o treść książki Susan Forward ''Szantaż emocjonalny".
Zapraszam was do dzielenia się przemyśleniami w komentarzu, a także jeśli uważasz, że komuś może pomóc to co tu napisałam o udostępnienie posta.

12:36

Bądź przygotowana

Bądź przygotowana
Często w naszym życiu zdarzają się sytuacje, w których czujemy się przyparci do muru. Mimo naszych najszczerszych chęci nie umiemy odmówić, powiedzieć stanowczo NIE. Zgadzając się na pewne rzeczy, zdradzamy siebie, a chcąc odmówić, mamy poczucie winy. 
Nie wiemy jak to zrobić!

Zbliżają się święta, chcesz spędzić je tak jak sobie zaplanowałaś/łeś. Na łonie natury, a może masz zaplanowany wyjazd do Krakowa lub wycieczkę rowerową....mmm było by miło;)
No tak, dzwoni mama, siostra, no i jak co roku wpraszają się na obiad lub tradycyjnie wszyscy spotykacie się u rodziców. Ciężko ci odmówić, przecież i tak rzadko się spotykacie.
W głowie masz mętlik, czujesz, że nie tego chcesz. Tyle razy układałaś sobie w głowie rozmowę z nimi, a jak już do niej dochodzi, to wszystko ci z niej wyparowuje.

Rodzice rzadko cię odwiedzają, jednak, gdy trzeba im w czymś pomóc, gdzieś zawieźć, po coś pojechać, to wtedy dzwonią do ciebie (i tylko wtedy), czujesz się wykorzystywana. Tym bardziej, że zauważasz, że tylko to ich z tobą łączy. Za każdym razem po takiej rozmowie obiecujesz sobie, że odmówisz, tym bardziej, że ci nie pasuje i musisz przeorganizować cały swój plan.
Jednak nie udaje ci się to, ponieważ masz pustkę w głowie i jesteś tylko w stanie powiedzieć: dobrze, o której mam być?

Są osoby, które nie pytają się, a wręcz przeciwnie informują o tym co masz zrobić, gdzie jechać,o której będą na obiedzie lub kawie (tylko zrób ciasto). Ty dopasowujesz się, stajesz na głowie, żeby zdążyć, często rezygnując z siebie i swojej rodziny.
Jak się z tym czujesz? 
Co możesz zrobić by to zmienić?

Możesz przykleić na szafce lub tablicy fiszki. Napisz sobie na nich gotowe odpowiedzi, które uciekają ci z głowy, gdy odbierasz telefon od takich osób.
Widząc, że dzwoni do ciebie xyz i ty wiesz z czym może być związana ta rozmowa, to zanim odbierzesz, podejdź do tablicy i miej przed sobą gotowe odpowiedzi.
Jeżeli dzwoni do ciebie w niedziele rano siostra, która ma piątkę dzieci i informuje cie, że przyjadą dziś na obiad (już trzeci raz w tym miesiącu), to możesz jej powiedzieć czytając z fiszki: zapraszam was na 16 na kawę, nie jestem przygotowana na waszą wizytę lub zapraszamy na 16 na kawę, wcześniej jesteśmy zajęci. 
Dla zrozumienia, tu chodzi o takie sytuacje, na które nie masz zgody, jeżeli uwielbiasz się gościć i spotykać  często z  kimkolwiek to nie jest to post do ciebie.

Podam jeszcze jeden przykład:
Dzwoni znajomy i mówi, że wpadną do was na kawę i pyszne ciasto, bo ty tylko takie robisz (narzucają ci to ciasto za każdym razem), a ty żeby nie było pieczesz jak szalona lub gnasz do sklepu, robiąc to kolejny raz wbrew sobie! Znowu możesz użyć fiszek i powiedzieć: zapraszamy na kawę, ale bez ciasta. 

Na tych fiszkach możesz napisać każdą odpowiedź jaka ci przyjdzie do głowy.
Masz prawo też powiedzieć, że teraz nie możesz odpowiedzieć, że chcesz to przedyskutować z mężem lub rodziną albo chcesz się zastanowić co masz do zrobienia, czy ci będzie pasować.
Daj sobie czas na odpowiedź, nie musisz wszystkiego rzucać i być zawsze dobrym samarytaninem na każde skinienie. Przecież każdy z nas ma własne życie i tak jak my mamy prawo odmówić komuś, tak i nam mają prawo odmówić inni.

Są osoby w naszym życiu, które nami manipulują, nie liczą się z naszym zdaniem, tylko dlatego, że go nie znają, ponieważ nie mówimy tego co chcemy, tylko to co wypada.
Przyszedł czas na zmiany,  na początku możesz czuć dyskomfort, to naturalne, jednak warto.
Powodzenia!

Zapraszam cię do komentowania i jeżeli uważasz, że komuś przyda się to co tu napisałam to udostępnij ten post.

11:04

TAK!

TAK!

Przez większość mojego życia uważałam, że wszystko i wszyscy byli przeciwko mnie. Byłam krytykowana, oceniana, odrzucana i samotna. Brakowało mi czasu, nigdzie się nie spóźniałam, ale wszystko robiłam w biegu. Zadania do wykonania się mnożyły, a doba miała tylko 24h. Żyłam w ciągłym napięciu, poczuciu winy, strachu i uczuciem, że nic mi się nie należy. Dźwigałam ciężary życia.

Biłam się z myślami, chciałam zmienić siebie, swój wygląd, sposób myślenia, zachowania. Nie akceptowałam siebie w ogóle.

Ciągle mówiłam sobie: NIE!
To nie życie mnie przytłaczało, tylko ja sama!
Ciągle widziałam szklankę do połowy pustą!

Aż w końcu w wieku trzydziestu lat zapragnęłam żyć, cieszyć się nim i powiedziałam sobie TAK.
➱ Mam prawo żyć.
➱ Mam prawo chcieć.
➱ Mam prawo oczekiwać.
➱ Mam prawo do szacunku, najpierw od siebie, a później od innych.
➱ Mam prawo kochać i być kochaną.
➱ Mam prawo marzyć.
➱ Zwiedzać.
➱ Czytać.
➱ Odpoczywać.
➱ Śmiać się.
➱ Płakać.
➱ Mówić prawdę.
➱ Mam prawo akceptować to, czego inni nie akceptują i nie akceptować to, co inni akceptują.
➱ Mam prawo nic nie robić lub robić wiele rzeczy naraz.
➱ Mam prawo mieć gorszy dzień.
➱ Mam prawo być szczęśliwą, kiedy inni się smucą.
➱ Mam prawo nie zgadzać się z opinią innych.
➱ Mam prawo zmieniać zdanie, mylić się, popełniać błędy.
➱ Mam prawo nie wiedzieć.
➱ Mam prawo być wrażliwa.
➱ Mogę się złościć. 
➱ Mogę być smutna.
➱ Mogę zakończyć relację, która mi nie odpowiada.
➱ Mogę mieć więcej niż jednego przyjaciela.
➱ Mogę tańczyć w deszczu.
➱ Mogę się głośno śmiać.
➱ Mogę głośno śpiewać.
➱ Mogę nawet gwizdać.

Powiedziałam sobie TAK! Cieszą mnie małe rzeczy, kocham przyrodę, drzewa, jeziora, zwierzęta.
Uwielbiam kwiaty, których kiedyś nie dostawałam, a teraz nie znikają z naszego domu. Dostaję je od męża i syna, a nawet kupuję je sobie sama. Kiedyś córki przyjechały z zakupów z kwiatami dla mnie, zrobiły to zupełnie bezinteresownie, bez żadnej okazji.
Zachwyca mnie deszcz, wiatr, słońce. Lubię słuchać, gdy śpiewają ptaki. Cieszy mnie każda pora roku. Lubię wtulić się w pościel i odpoczywać w łóżku. Kocham czas spędzony z dziećmi, na graniu w gry, rozmowach spacerach, oglądaniu razem filmów. Latem przy rozgwieżdżonym niebie, z kubkiem kakao, bujamy się na huśtawce, opowiadając sobie różne przygody. Jest to bezcenny czas, który jest mi dany z nimi. Bo kiedy jak nie TERAZ. Rozpływam się, kiedy mąż mnie przytula i szepcze do ucha miłe słowa, jestem mu wdzięczna za każdy kwiatek, który przynosi mi latem z naszego ogrodu. Moje życie zmieniło się o 180 ͒.

Gdy powiedziałam sobie TAK! Świat nabrał barw, ludzie się uśmiechają, są otwarci i mili. Zawsze mam wolne miejsce parkingowe, jestem obdarowywana i lubię obdarowywać. Świat mi sprzyja, bo ja jestem w zgodzie ze Sobą i z Nim.

Dla mnie to była jedna z lepszych decyzji, którą podjęłam w życiu. Powiedzenie sobie TAK, otworzyło przede mną drzwi na cały świat.

12:08

Wyparcie złości

Wyparcie złości

Zacznę od tego, że na temat złości mamy różne przekonania
  • Złość piękności szkodzi
  • Nie złość się tak, bo będziesz miała zmarszczki
  • Gdy się złościmy, możemy kogoś skrzywdzić
  • Złość jest niemoralna
  • Dziewczynki się nie złoszczą
Takie przekonania mają potężną moc! Blokują nas przed wyrażaniem złości. Uruchamiają machinę wyparcia i zaprzeczeń. Najgorsze jest to, że często nie jesteśmy świadomi, że działamy pod wpływem negatywnych moim zdaniem przekonań. W naszym społeczeństwie dziewczynki od najmłodszych lat są karane za ataki złości, gniewu.
Chłopcy też, jednak w mniejszym stopniu. Dziewczynkom nie wypada się złościć, a to niby dlaczego?


Złość jest naturalną emocją, motywuje nas do działania. Pokazuje nam na co mamy zgodę, a na co już się nie zgadzamy. Kiedy dzieje nam się krzywda, to ona jest naszym sprzymierzeńcem. Więc mamy prawo ją czuć.
Jeżeli dziecko ma niezaspokojoną potrzebę snu, to się złości. Gdy chce się bawić,a my mu przerywamy tą zabawę, to ono się złości. W ten sposób stawia granice. Informuje nas o swojej potrzebie. Pod złością często o ile nie zawsze jest schowana inna emocja ;smutek, żal, odrzucenie, więc warto przyjrzeć się tej złości, pozwolić jej wybrzmieć i zobaczyć wtedy co się pod nią kryje. Kiedy czujemy złość? Kiedy nie jesteśmy brani pod uwagę, kiedy ktoś robi nam krzywdę fizyczną, kiedy coś nam nie pasuje, kiedy ktoś nas rani... Czyli gdyby nie ta emocja, to nie wiedzielibyśmy kiedy mamy postawić granice słowną lub fizyczną.


Bardzo rzadko jest zgoda ze strony dorosłych na złość dziecka i wtedy ono uczy się ją tłumić, upychać w swoje małe ciałko. Przestaje ufać swoim odczuciom i naturalnym reakcjom. Dojrzewanie w otoczeniu, które ignoruje emocje danej osoby, a nawet karze ją za to, że czuje złość i wbija  w poczucie winy, może skutkować w wyparcie tej emocji na wiele lat. Więc za każdym razem, kiedy tylko będzie czuła złość,będzie ją blokować. Już jako osoba dorosła ma problem z ochronieniem siebie ponieważ złość jest zapuszkowana gdzieś głęboko w niej.
Ile zużywamy energii na to by utrzymać ją w rydzach, a co dzieje się z naszym ciałem, jest ciągle napięte, naładowane, jaki jest nasz grymas twarzy? To wszystko po to by nie wybuchnąć. To, że my ją tłumimy, to nie znaczy o tym, że ona zniknęła, znaczy tylko tyle, że jest w nas zapuszkowana.


Jeżeli rodzice nauczyli dziecko w sposób konstruktywny wyrażać złość, to BRAWO dla nich!!!

Jeśli jednak tak nie postąpili, to nagromadzona przez lata frustracja na rodziców lub jednego z nich, może spowodować, że będziemy musieli tę złość przelać na kogoś innego, np. na partnera, dziecko, przyjaciela,współpracownika. Wyleje się z nas jak gorąca lawa, która pulsowała pod naszymi porami, która płynęła w żyłach przez tyle lat, aż wezbrała i uderzyła ze zdwojoną siłą. Siejąc zniszczenia. Chyba, że stworzymy sobie bezpieczną przestrzeń do rozładowania złości.

Co zrobić z taką ukrytą złością np. do rodziców?
Możemy napisać do nich list, do każdego z osobna, wylać w nim cały wkurw, żal, smutek, nie przebierać w słowach, dać sobie upust. Możesz napisać kilka stron i spalić go. Jeżeli będziesz miał/miała potrzebę, żeby jeszcze raz napisać to to zrób. Jadąc samochodem z pracy, możesz krzyczeć w niebo głosy,dać upust swojej złości, która była przez lata upychana.
Spacer do lasu i krzyk w lesie też pomaga, korzystałam z tego nie raz.
 Na sesjach z klientami pracuję między innymi metodą EFT, a także pracuję z wewnętrznym dzieckiem (jedna z najlepszych metod jaką stosuję,która daje ogromne rezultaty).
Ja uczę nasze dzieci wyrażać złość, nazywać  też inne stany emocjonalne. TO, że są świadome co się z nimi dzieje to już dużo,dlaczego ich coś złości, co jest tego przyczyną? Pobyć z tą emocją. Widzę też wtedy dynamikę tego co się zadziewa. Gdy dzieci mogą odczuwać złość ( oczywiście my dorośli też), to płynnie przechodzą z jednej emocji w drugą, bo pod złością kryło się obwinianie albo smutek, niepokój...
Bywa tak, że boimy się spotkać z Złością, którą czujemy w sobie, wtedy też najczęściej  zadziewa się tak, że na naszej drodze spotykamy agresywne osoby, bijących się mężczyzn, matkę, która bije dziecko, jakąś awanturującą się osobę w kolejce w sklepie, to może być znak, że mamy coś do od puszkowania w sobie.

Jest wiele metod do uwalniania złości, zachęcam was do skorzystania z nich. Wbrew pozorom daje to wolność. Potrzebujesz wsparcia osoby przy, której będziesz się czuł/ czuła bezpiecznie, zapraszam cię na sesje.

Zapraszam was do komentowania, jeżeli uważasz, że komuś pomoże ten post to proszę udostępnij go.




10:43

Relacje...

Relacje...

Nie jest ważne czy jest to relacja kobiety z mężczyzną, rodzica z dzieckiem, przyjaciela z przyjacielem. Każda z tych relacji, gdyby opierała się na pewnych zasadach, byłaby piękną relacją.

➤ Gdybyśmy przestali szukać winy w partnerze, dziecku, znajomym, mamie, tacie, a skupilibyśmy się na szukaniu przyczyny konfliktu, który wciąż powraca jak mantra, to byłby to już duży krok do budowania zdrowej relacji.
Przykład: Twój czteroletni syn przeszkadza ci w pracy, którą wykonujesz w domu. Tłumaczysz mu, że nie masz w tej chwili czasu, kilkakrotnie zwracasz mu uwagę, by dał ci spokój i poszedł się bawić do pokoju. On jednak zaczyna marudzić i wciąż chce, byś się nim zajęła.
Możesz zareagować krzykiem, nakazać mu wyjść z pomieszczenia, w którym się znajdujesz i oskarżyć go o to, że przeszkadza ci w wykonywanej pracy (co nie buduje relacji).
Możesz też przerwać to co robisz, przykucnąć i zapytać się syna czego potrzebuje, czy coś się stało. Może wystarczy go tylko przytulić i dać mu chwilę czułości lub wysłuchać co ma do powiedzenia i dalej zająć się swoimi obowiązkami.

➤ A może by tak przestać oceniać, podcinać skrzydła, a w zamian docenić, wzmocnić "słabe" strony drugiej osoby. Dodać wiary w możliwości!!! 
Przykład: Twój partner od jakiegoś czasu wspomina o tym, że chciałby otworzyć własną firmę.
Reagujesz z poziomu własnego lęku i odciągasz go od tej decyzji, mówiąc mu, że może sobie nie poradzić, że może wtopić bardzo dużo pieniędzy w ten interes, że nigdy tego nie robił i TY nie widzisz go w tej roli.
Możesz też wesprzeć go w tej decyzji, pokazać mu jego mocne strony, a gdy zaczną się komplikacje (bo przeważnie są) to nie odwracać się od niego, a dodawać mu otuchy, pomóc mu szukać rozwiązań i wspierać jego poczucie własnej wartości.

➤ Nie skupiajmy się na tym co robi źle, ale mówmy o tym co robi dobrze.
Każde wytykanie potknięć, upadków może być traumą na całe życie. Nie każdy jest tak skonstruowany, że krytyka może wzmocnić go do działania. Są tacy, którzy reagują wręcz przeciwnie, zamykając się w sobie i odcinając się od społeczeństwa.

"Powiedz komuś, że jest odważny, a pomożesz mu stać się takim" ~ Thomas Carlyle

➤ Przestańmy oczekiwać perfekcji, jeszcze lepszych wyników w nauce, a także wizji, by nasz partner czytał w naszych myślach, skupmy się w tych małych kroczkach, a wyniki nas zaskoczą.
Przykład: Twoja córka bardzo długo i sumiennie przygotowywała się do sprawdzianu z matematyki. Dostała ocenę dostateczną.
Możesz, po usłyszeniu tej wiadomości skrytykować ją i wyzwać ją od "osłów", a możesz też pokazać jej, że jesteś z niej dumna i powiedzieć, że wiesz ile czasu poświeciła na naukę i przygotowanie się do tego sprawdzianu, więc może być z siebie dumna. To spowoduje, że nie obierze tej oceny jako porażki, tylko jako sukces.


➤  Zaniechajmy wyścigów, zacznijmy współgrać, przecież w relacji chodzi o obopólne dobro.
Przykład: Małżeństwo z jednym dzieckiem. Mama widząc, że tata ma bardzo dobrą relację z dzieckiem próbuje manipulować i oczerniać tatę w oczach dziecko. Wprowadza rywalizację!
Czy nie lepiej byłoby, gdyby oboje z rodziców mieli równie dobrą relację z dzieckiem? Przecież oto właśnie w tym chodzi i to jest dla nich właściwe. Wszyscy na tym zyskają.


➤ Zamiast oceniania: jesteś zły, jesteś kłamcą, jesteś oszustem, jesteś głupi,... zacznijmy mówić jak my się czujemy w sposób, który nas rani, wytykanie i ocenianie niczego nie zmieni, a przynajmniej nie na dobre.
Zapraszam
was do odniesienia się do tego punktu i podania przykładu w komentarzach. :)

 

Budując relację, warto wziąć pod uwagę swoje i drugiej osoby potrzeby. Warto także nauczyć się wsłuchiwać się w siebie i w drugiego człowieka. Bycie uważnym przynosi o wiele większe rezultaty, niż krytykowanie. Nie łatwo jest zmienić nasz sposób postępowania, ale jest to jak najbardziej możliwe


Copyright © 2016 Justyna Pettke , Blogger