04:20

Aborcja, poronienie. Utracone Dziecko

 Dzień Dziecka Utraconego.


Dla mnie ma on szczególne znaczenie, ponieważ pierwsze moje dziecko poroniłam.
Dziś wiem, jak ogromny wpływ ma na życie utrata dziecka.  I nie ważne ile nosiłaś je w swoim łonie-  tydzień, miesiąc czy dziewięć miesięcy. Ciało i dusza pamięta, że miałaś w sobie mały cud. Moje ciało pamiętało, a dusza tęskniła. Każdy film w którym było chowane dziecko, albo była pokazana mała trumienka, kontaktował mnie z emocjami straty i bólu. Bardzo płakałam i było to nieadekwatne do sytuacji, a jednak ja bardzo cierpiałam. Nadal się z tą traumą nie kontaktowałam, bo nie miałam świadomości, że za kimś tęsknię, że nie przeżyłam żałoby.
 W szpitalu, po poronieniu nikt nie rozmawiał ze mną. Podejście było takie, że miałam zabieg, jak usunięcie zęba. To wszystko co działo się dookoła mnie wskazywało, że nie ma co dramatyzować, przeżywać, bo nic takiego się nie stało.
Stało się!
Po kilku miesiącach ciąży, myśleniu o tym, że będę mamą, marzeniach, lękach, rozterkach, utraciłam moje dziecko. Mój proces uwalniania tego bólu, przyszedł do mnie po jedenastu latach. Wtedy uderzył ze zdwojoną mocą.To co zamroziłam w sobie w dzień poronienia, zaczęło puszczać. Pamiętam, że wracając ze spaceru, przy kościele minęłam karawan, a w nim małą, białą trumienkę. Nie mogłam opanować mojego płaczu. Zawładnął mną.
Gdy usłyszałam historię kobiety, która urodziła martwe dziecko w dziewiątym miesiącu, także wylałam morze łez, ale już świadoma z jakiego powodu.
Proces żałoby trwał dwa lata.

Dlaczego jest to takie ważne, by uznać dziecko poronione, abortowane?
Dlatego, żeby odciążyć jego rodzeństwo. Często jest tak, że dziecko, które się rodzi po tym utraconym niesie ciężar tego pierwszego. Albo zastępuje je. Bardzo często rodzice po takiej stracie przeżywają kryzys, bo nie widzą swojego bólu i cierpienia i nie widzą też tego dziecka.
To jest bardzo ważne co czujesz! Jak się czujesz!
Może tracisz pieniądze, bo nie widzisz swoich wszystkich dzieci?
Albo widzisz tylko to, które straciłaś/ straciłeś, a nie widzisz tych, które przeżyły?
Duży procent klientek, które zwracają się do mnie, mają w swoim życiu historię utraty dziecka. Widzę jak ogromny wpływ ma to na to czy mogą zajść w kolejną ciążę. Na płynność finansową.
Widać jak nieprzeżyta żałoba wpływa na pozostałe dzieci i związek.
Kiedy uznasz to dziecko abortowane i utulisz siebie, wybaczając sobie swoją decyzje, wtedy też robisz przestrzeń na to, które jesteś już gotowa przyjąć.
Wtedy jest możliwe zajście w ciążę. Kiedy uszanujesz swoją historię.
Prawdziwą!
Wyrzuciłaś swoje poronione dziecko do kosza?
Zakopałeś je w ogrodzie?
Spuściliście je w muszli?
To jest Wasza historia i trzeba to uznać.
Bez koloryzowania.
Przeżyć na nowo z poczuciem winy, wstydu, ulgą, albo bólem.
Wtedy przyjdzie uwolnienie i akceptacja.

Zobacz swoje utracone dziecko.
Możesz napisać do niego list, albo iść na spacer i porozmawiać z nim, tak jakby było obok Ciebie. Możesz też skorzystać ze wsparcia, nie musisz być z tym sama/sam. Pozwól sobie uwolnić się od tej traumy. Wiem jakie to ważne, bo sama tego doświadczyłam.

Poniżej link do postu, który napisałam, gdy byłam w procesie żałoby. http://justynapettke.blogspot.com/2016/12/wyrwa-mi-moje-dziecko.html?m=1

21:18

Moja droga

Wieczna pogoń...
A może ucieczka?
Moja Dusza nie mogła mnie dogonić...
Ja odcięta od emocji,
Uczuć,
Od Siebie.
Oderwana od naturalności.
Nieufająca nikomu,
Nieufająca Sobie.
Osadzona w niby rzeczywistości...
Biegnę...
Zatrzymuję się.
Nie mam siły...
Poddaję się...
Odpuszczam!
Według mnie- odnoszę porażkę.
Ale NIE!
Okazuje się, że upadając, wstaję silniejsza niż kiedykolwiek.
Słucham...
Czytam...
Uczę się od nowa życia.
Jakbym się ponownie narodziła.
O Matko! Ja czuję!
Doświadczam więcej i pełniej.
Zauważam, że mnie dogoniła...
Dusza mnie dogoniła.
Jestem pełniejsza, prawdziwsza i bliżej siebie.
Delikatność...
Wrażliwość...
Zauważam Siebie,
Swoje pragnienia, potrzeby.
Zaczynam zrzucać ciężary.
Oddaję je kobietom z rodu.
Oddaję tym, które mi je przekazały.
Idę dalej lżejsza, ale jeszcze nie lekko...
Ja nie przekażę tych ciężarów córkom.
Idę dalej moją drogą,
Drogą którą kroczę już 40 lat.

03:25

Równowaga. Nowe nawyki.

 Równowaga. Nowe nawyki.






Odnosząc się do tego co ostatnio się dzieje obok mnie, ale także globalnie, chcę nam wszystkim pokazać pewne skrajności. Ja przez większość mojego życia namiętnie oglądałam telewizje, miałam swoje ulubione seriale, programy, a jak nie było ,, nic”, to grał telewizor bo...
No właśnie bo co? Bo tego byłam nauczona, że od rana do wieczora gra. Tyle. Taki rytuał, nawyk. Ciągle chodziłam poddenerwowana, poirytowana, prze- bodźcowana  informacjami, żyłam życiem aktorów z seriali, nawet się z nimi utożsamiałam. Bo uciekałam od swojego życia, od swoich problemów, porażek, nudy i rutyny. Uciekałam też przed rozmowami. Zbierałam wszystkie wiadomości o wypadkach, morderstwie, epidemii...
Skrajność, żyłam w świecie nie moim, uciekając od rzeczywistości.
Mam w domu telewizor, nie ma go już w sypialni, a był przez wiele lat. Od kilku lat sypialnia jest sypialnią, nie pokojem kinowym. Dwójka dzieci też już się go pozbyła ze swojego pokoju. Nie oglądam telewizji w ogóle. Ale robimy sobie wieczory kinowe, gdzie to my wybieramy co oglądamy, gdzie nie ma reklam. Zbędnych informacji. Jest mi z tym dobrze. Tak dobrze.
Jest o wiele większa przestrzeń.
Dlaczego kiedyś ciągle grało mi radio lub telewizor? Ponieważ to była świetna ucieczka, żeby nie być z własnymi myślami, ucieczka od problemów dnia codziennego. Od siebie. Mogłam się zatopić w ekran i mieć wszystko w d...e. 
Oczywiście to jest iluzja. 
Zauważ jaką potrzebę Ty zaspokajasz zatapiając się godzinami w seriale na netflix, w telewizji? Czy jest w tym równowaga?
Co mogłabyś/ mógłbyś w tym czasie zrobić, przecież ciągle brakuje nam czasu na porządki, na spacer. Mówisz do mnie na sesji, że tak trudno tobie znaleźć czas na bycie ze sobą, w ciszy, skupieniu. Na robienie czegoś co zaprocentuje lepszym samopoczuciem, pełniejszym oddechem, zdrowszym ciałem, klarowniejszymi myślami. To nie jest łatwe, gdy jesteś prze-bodźcowana( y ), być w mieszkaniu, gdzie nic nie gra, gdzie słychać brzęczącą muchę i swoje własne myśli, ale trening czyni mistrza. Ja uwielbiam ciszę, ale lubię też muzykę. Lubię harmonię we wszystkim. Z rana po przebudzeniu delektuję się śpiewem ptaków, a nie odgłosami płynącymi z radia.  

Poprosiłam Was w prywatnej wiadomości o podpisanie petycji o nie wycinaniu stuletnich lip. Wysłałam tę informacje do około 100 osób, bardzo dziękuję za odzew, za podpisanie petycji. Uruchomiłam  tym falę waszych obaw o ziemię, matkę naturę. 
Pisaliście do mnie o problemie globalnym w związku z śmieciami i odpadami, o zanieczyszczeniu smogiem, o 5G, o zwierzętach, które są zabijane. Słyszę Was, co mogę zrobić, co każdy z nas może zrobić? Zacznijmy od siebie, od małych kroków. 
Ja mam drewnianą szczoteczkę do zębów, nie plastikową. Bardzo ograniczyłam kupowanie kosmetyków, do mini minimum. Torby wielokrotnego użytku są zawsze w naszym samochodzie. Za każdym razem, gdy rozpakujemy zakupy, chowam je do samochodu w jedno miejsce. Wyrobiłam sobie nawyk. 
Chusteczki można kupić do wielokrotnego użytku, wyprać i tyle. W naszym domu zdania są podzielone, w twoim też tak może być. Ja tłumaczę, mówię to, co wiem na temat plastiku i używania go. Co wiem na temat mikrofali, której ja nie używam, staram się też nie być w pobliżu, gdy ktoś używa, ale są osoby, które mają odmienne zdanie i jej używają. Mówię, że krzewy, które mają kwiaty są potrzebne, żeby pszczoły się miały gdzie pożywić, że drzewa liściaste też są ważne, choć gubiąc liście przysparzają pracy. Tak jak i krzewy, które po zrzuceniu kwiatów brudzą. Trudno.

Zacznijmy małymi kroczkami zmieniać nasze, szkodzące nam i naszej ziemi nawyki. Ja pomału wprowadzam w swoje życie zmiany. Ale są one zmianami, nawykami stałymi, nie są krótkotrwałe. Stopniowo wymieniam przedmioty, wprowadzając więcej natury. Nie zbieram bibelotów. Kosmetyki wymieniam na naturalne, produkty do utrzymania porządku w domu też. Szukam rozwiązań, jeżeli je znajduję, to z chęcią wprowadzam, a jeżeli nie to na chwile obecną odpuszczam, ale po jakimś czasie wracam do tematu zmian. 
Słucham dobrych dusz, które w tym temacie wiedzą więcej, czasami ja jestem tą duszą, która informuje innych.

Możemy na chwile, na jakiś czas uciec w świat wirtualny. Schować się za stertą śmieci, albo zamknąć oczy i starać się tego nie widzieć. Jednak to uderzy w nas jak fala i nie pozwoli nam przejść obok siebie bez konsekwencji. A konsekwencje tego już mamy, brak komunikacji, brak relacji, bo mamy relacje z telefonem/ telewizorem. Zanieczyszczone powietrze. Wymieranie zwierząt, które są duszone przez reklamówki na szyi. Wycinka drzew, żeby zrobić miejsce na maszty do anten.
Każdy z nas, krok po kroku...
Każdy z nas ma wpływ. 
Zacznijmy od małej zmiany.

Co Ty dziś wprowadzisz za zmianę? 

11:10

Warsztaty 20-22 września 2019

Warsztaty 20-22 września 2019


 W dzisiejszym świecie mamy bardzo łatwy dostęp do informacji. Jest mnóstwo książek, filmików, wartościowych treści w internecie, co daje nam ogromne możliwości, pomaga odbudować siebie, gdy czujemy się zagubieni. Bywa też tak, że natłok tych informacji wprowadza chaos do naszego życia. Mamy ogromną wiedzę, lecz nie umiemy jej zastosować w codziennym życiu i zamiast lekkości czujemy się jeszcze bardziej przytłoczeni.

Możemy odzyskać tę lekkość kontaktując się z Wewnętrznym Dzieckiem. Tworząc z nim piękną, wartościową relacje, która nie niszczy, a buduje. Pozwala nam rosnąć. Dzięki niej stajemy się świadomymi i stabilnymi emocjonalnie dorosłymi. Tworząc przestrzeń na to dziecko w nas, uruchamiamy potężne emocje, które były uśpione, zepchnięte do podświadomości. Na warsztatach stworzę bezpieczną przestrzeń byś mogła/mógł uzewnętrznić, to co jest przez lata skrywane, wypierane. Przywieź ze sobą Gniew, Złość, Żal, Samotność. Przyjrzymy się tej emocji i w sposób świadomy zaakceptujemy ją. Pozwolimy jej wybrzmieć. W zgodzie z Tobą, nie łamiąc i nie naginając Ciebie.
Tym samym dając sygnał Wewnętrznemu Dziecku, że je akceptujemy, widzimy i słyszymy.
Bo zostaliśmy nauczeni wypierania tego, co czujemy w ciele. Nauczono nas zaprzeczania emocjom, a życie składa się z całej palety uczuć. To jest impuls, bodziec. Dlaczego mamy się od tego odcinać?

Warsztaty poprowadzę intuicyjnie, z przestrzeni serca, mając na uwadze Twoje POTRZEBY. Ponieważ często były one spychane na dalszy plan albo pomijane.
Długo szukałam mojej drogi i tego co mogę Wam od siebie dać. Ja widzę potencjał, widzę światło, które jest w mroku. Potrafię je wydobyć na zewnątrz. Po przez kontakt z Wewnętrznym Dzieckiem pomagam wam odbudować wasze utracone poczucie wartości. 
Na tych warsztatach możesz odzyskać swoje światło, odzyskać połączenie z Sobą.

Jestem praktykiem.
Gdy czytam książkę i są w niej zadania do wykonania, to je wykonuję.
Po warsztatach, szkoleniach wiedzę przenoszę na działanie.
Bo tylko wtedy, jest ona dla mnie wartością, gdy jest wprowadzona do mojego życia.
Jeżeli coś nie działa, to przestaję to stosować.

Na tych warsztatach będzie DZIAŁANIE.
Bedzie praca, nie obiecuję, że będzie lekko, ale owoce tej pracy będą zdrowe i witalne.
Będziemy procesować emocje.
Pokażę Ci drogę do Wewnętrznego Dziecka.
Skonfrontuję Cię z Twoim lękiem.
Zrzucisz do morza, to co Tobie ciąży.
Miejscowość jest położona nad morzem, w przepięknej okolicy. Bardzo blisko plaża, dlatego można wieczorami korzystać z uroku nadmorskiej miejscowości.
Energia grupy, jest bardzo silną, wartościową energią, którą wykorzystamy do uwolnienia Twoich blokad, a może do uziemienia.

Więc jeśli jesteś gotowa/gotowy na zmiany w życiu, chcesz podjąć się gruntownej przebudowy, ale potrzebujesz przy tym wsparcia, kogoś kto sam był w tym miejscu co Ty, kogoś kto z niego wyszedł, to zapraszam.


Termin:
20-22 września 2019
Rejestracja o godzinie 16-16:45 piątek,
Warsztaty zaczynają się o godzinie 17.
Zakończenie niedziela 22 września godzina 14.
W koszt warsztatów są wliczone pokoje dwuosobowe,
śniadanie, obiadokolacja,  obiad w niedzielę.
Ilość miejsc ograniczona.

Miejsce:
ul. Wojska Polskiego 19
84-105 Karwia
gm. Krokowa
woj. pomorskie

Koszt:
1500 zł.
Płatne przelewem.


Zapisy i kontakt:
Nikola Pettke
nikola.pettke@gmail.com

Pod tym linkiem znajdziesz opinie osób, które ze mną współpracowały.
http://justynapettke.blogspot.com/p/opinie.html

Jeżeli stwierdzono u ciebie ciężkie zaburzenia psychiczne lub emocjonalne, a także jeśli zażywasz leki psychotropowe, to uczestnictwo w owych warsztatach nie jest wskazane.

03:53

Czym się otaczasz?

Czym się otaczasz?







Kiedyś, kiedyś, otaczałam się biżuterią, nowymi ubraniami, kolejną parą butów. Siatkami zakupionych kosmetyków z drogerii. Moim celem, choć nie byłam tego świadoma, było zdobywanie. 
Chciałam sobie wypełnić tymi rzeczami pustkę, podnieść swoje upadłe poczucie wartości. 
Nic to nie dało!
Nie byłam szczęśliwsza, no może przez pół dnia byłam, a może ta nowa bluzka czy sukienka swoją obecnością w mojej szafie, przysporzyła mi więcej trudnych emocji, niż przyjemnych, bo czułam, że nie zasługuję na nią. Bo mi się nie należy. 
No był taki czas w moim życiu! 
~ Nauczyłam się wtedy doceniać siebie, krok po kroku. 
~ Nauczyłam się wsłuchiwać w emocje, w to co one chcą mi przekazać.
~ Nauczyłam się przyjmować, brać, otwierać na nowe. 
~ Nauczyłam się wybierać, co jest mi niezbędne, a co zbyteczne. 
~ Nauczyłam się, kontrolować wydatki. 
Słuchać swojej intuicji. W naszym domu, jest przestrzeń, mało bibelotów. 
~ Nauczyłam się bardzo ważnej czynności. Otaczać się tym co mnie wspiera, co mnie naprawdę cieszy i wnosi do mojego życia radość. 
Nasz ogród, jest takim miejscem. Rośliny, krzewy, kwiaty, dają mi tyle miłych wrażeń i emocji, cieszą cały rok. Co chwile kwitnie inny krzew. Choinka wypuszcza szyszki, co roku czekam na ich liczbę. Raz jest więcej, raz mniej. Ogród płata figle i kwiaty, których nie wsadziłam, wyrastają. Pewnie wiatr przyniósł nasiona. Jest drzewko, które w połowie jest uschnięte, ale druga połowa żyje. Zostawimy je, ptaki będą mogły na nie siadać. Mamy czereśnie i co roku nieproszonych gości- szpaki. 🙂 jak one mnie drażnią! Albo one zjedzą czereśnie ( wierzcie mi, nie mamy z nimi szans), albo my ( jakimś cudem). Czasami wpadają Krety, ale można się z nimi dogadać i przenoszą się na łąkę. 
Teraz otaczam się takimi cudami, które służą owadom, ptakom i nam. 
Stwórz sobie przestrzeń, w której będziesz czuł/ czuła się dobrze. W domu, w pokoju, w ogrodzie, na balkonie. A może las? Jeziora, morze? 
Gdzieś, gdzie naładujesz swoje pokłady energii. 

Tego Tobie z całego serca życzę 💚.





02:43

Życzenia

Początek...
Koniec...
Życie...
Śmierć...
Jasność...
Ciemność...
Dzień...
Noc...
Robiąc przestrzeń na każdy aspekt Nas w sobie, tworzymy niezwykłą energię. Tworzymy harmonię.
Często czujemy, że uczestniczymy w męce Pańskiej, że nasze życie, jest udręką, że już nic nie ma wartości i nie prowadzi do niczego dobrego.
Jest ból i cierpienie. 
Jednak ten stan, jest przejściowy, on jest lekcją, dzięki której możemy się rozwinąć, możemy się wzmocnić, czasami wątpiąc, jak Jezus na krzyżu. 
Możemy jà też zaprzepaścić, jednak ta lekcja wróci do nas i będzie boleśniejsza.
Ja wiele razy upadałam, pod ciężarem ,, krzyża”, za każdym razem wstawałam silniejsza, nie fizycznie, ale duchowo. Nie jeden raz pozwoliłam by nałożono mi koronę cierniową. Teraz wiem, że byłam współodpowiedzialna, może tego w danym momencie potrzebowałam. 
Może to jest droga do Duszy, do Boskości w nas i Miłości. 
Nie musimy cierpieć, ale ból i cierpienie, jest częścią naszego życia. Doświadczając takich stanów, możemy doświadczyć też radości i błogostanu. Doświadczając ciemności, zauważymy światło. 
Nadchodzi smierć, dziś czuję ją bardziej niż kiedykolwiek, umiera to co ciąży, co było fałszem, jednak po niej nadejdzie Zmartwychwstanie, odrodzenie. 
Czego Sobie i Wam życzę.

Niech ten czas świąt będzie czasem przeobrażenia.

04:43

Świeć swoim światłem

To jest to!
Gdy pozwolimy sobie świecić naszym wewnętrznym światłem, każdy z nas, Ty, Ja, On, Ona, to osoby przebywające w naszym otoczeniu, też zyskają. Na początku może ten blask razić w oczy, budzić dyskomfort, ale nie bójmy się i wychodźmy z naszych skorupek i pancerzy.
Nauczmy się stwarzać przestrzeń, by pomieścić w sobie dyskomfort drugiej osoby, gdy ta widzi naszą trwałą zmianę i chce to wyprzeć, by nie musieć ,,nic” robić. Każdy nosi w sobie to światło, tą moc- moc transformacji i miłości, kreatywności, ale nie każdy jej używa. 
Jesteśmy tak przyzwyczajeni do rzeczy ciężkich, krytyki, trudnych emocji, że łatwiej nam w tym mrocznym i ciemnym, niż w tym boskim świetle.
Tak dużo przez to tracimy, jak dużo przez to traci społeczeństwo, nasz świat, nasze rodziny.
Boimy się pokazać nasze piękno, powiedzieć o sobie miłe słowo, obudzić w sobie boskość.
Ja sama siebie umniejszałam, gdy widziałam, że komuś przykro, bo udało mi się osiągnąć coś nad czym ktoś inny pracował, a jeszcze tego nie osiągnął, a ja to osiągnęłam. 
Bagatelizowałam moje sukcesy, by być na ,,równi" z innymi. To nikomu nie służy! 
Gdy my wzrastamy, to inni przy nas też rozkwitają jak kwiaty, pięknieją i tak jak my świecą swoim światłem
Ja sama byłam i nadal zdarza mi się być dla siebie największym krytykiem. Na tym nie można wzrastać, ani budować. 
Gdy pozwolimy w nas świecić temu boskiemu światłu, to wtedy wypływa prawda, dobroć, miłość, akceptacja i szacunek, do siebie, do drugiego człowieka, do otaczającego nas świata.
W drugim człowieku widzisz to, co masz w sobie.
Dziękuję Magdalena Szpilka.
Cytat zauważyłam u Anna Lademan. Dziękuję za inspirację.🌺🌺🌺

"Nasz najgłębszy strach nie wypływa z tego, że jesteśmy ograniczeni. Nasz najgłębszy strach wypływa z faktu, że nosimy w sobie bezgraniczną moc. 
Tym, czego obawiamy się najbardziej, nie jest nasz wewnętrzny mrok, lecz nasze wewnętrzne światło... Pomniejszanie samego siebie nie służy światu.
Nie powinniśmy wycofywać się, poddawać i kurczyć po to, aby otaczający nas ludzie czuli się bardziej pewnie. Zostaliśmy zrodzeni, aby objawiać sobą wspaniałość Boga. Mieszka ona nie tylko w wybranych - jest w każdym z nas. Gdy pozwalamy promieniować naszemu wewnętrznemu boskiemu światłu, dajemy podświadomie naszym bliźnim pozwolenie na to, aby czynili to samo."

Autor Marianne Williamson ❤

00:45

Matka i ojciec.

Matka i ojciec.

Zostałam dziś zaproszona do wzięcia udziału w ankiecie.
Pytanie brzmi:,, Kto to jest ojciec? "

Skłoniło mnie to do refleksji.
Odpowiedziałam mniej więcej tak ( doszło więcej odpowiedzi podczas pisania na blogu):

Ojciec- ktoś kto spłodził lub wychował dziecko.
To ktoś, kto tuli, gdy dziecko kwili.
To ktoś, kto kołysze i się z dzieckiem bawi.
Ojciec wspiera finansowo, mentalnie i duchowo.
Ojciec, to silne ramie, które przytrzyma, gdy dziecko upada, a gdy się podnosi delikatnie podtrzymuje, by nie zrobić za nie całej pracy 🙂.
Ojciec, to ktoś odpowiedzialny, stabilny, silny, a zarazem wrażliwy.
Ojciec, to ktoś kto sam upada, ale się podnosi i idzie dalej, pokazując dziecku, że upadek to coś naturalnego.
Ojciec karmi słowem, widzi sukcesy i głośno o tym mówi.
Ojciec tak jak i matka budują strukturę rodziny. Ramy, by dziecko czuło się bezpiecznie, ale żeby też czuło się słyszane i widziane.
Ojciec karmi wiedzą o świecie, o historii, o losach rodu.
Ojciec prowadzi za rękę i pcha rowerek, ale w odpowiednim momencie puszcza i patrzy czy będzie jeszcze potrzebna jego pomoc.
Ojciec dotrzymuje słowa, a gdy nie może dotrzymać, tłumaczy dlaczego go nie dotrzymał.
Ojciec upomina, ale nie karze - milczeniem,chłostą.
Ojciec uczy odpowiedzialności.
Wyciąga konsekwencje.
Ojciec uczy szacunku dla człowieka, zwierząt i natury.
Uczy tolerancji dla inności i odmienności.
Ojciec, to ktoś kto dba o siebie, by móc zasilić dziecko.
Bo z pustego nikt nie naleje.
To ten, który pozwala sobie na odpoczynek.
To ten, który realizuje swoje marzenia.
Ojciec to ten, który nie ukrywa emocji, który krzyknie, ale i przeprosi.
Ojciec pokazuje każdą emocje, nie udaje, gdy mu przykro i nie zakłada maski.
Ojciec, to człowiek.

Pomyślałam też, by zastanowić się, kim jest matka.

Matka - to ktoś kto zapoczątkował życie dziecka ( telefon ciągle w tym miejscu wpisywał słowo ,, Dzieło”, zgadzam się z nim) wspólnie z ojcem tego człowieka.
To ktoś, kto nosił dziecko przez długie miesiące pod sercem i wydał je na świst.
Matka to ktoś, kto wychowuje dziecko.
Wspiera finansowo i mentalnie.
Matka karmi i tuli w swoich ramionach.
Matka buduje relacje niewidzialną nitką z dzieckiem i to połączenie bardzo trudno zerwać.
Matka tak jak ojciec, jest nauczycielem, lekarzem, towarzyszem zabaw i spacerów.
Matka służy do pewnego wieku dziecku.
Matka uczy dziecko korzystania z intuicji i zasobów, które otrzymało.
Matka wspiera i tworzy bezpieczny namiot dla swego potomstwa, by tam się ze sobą ścierali i uczyli budować dzięki tym lekcjom relacje.
Matka uczy porządku, w rodzie, rodzinie, społeczeństwie.
Matka tak jak i ojciec swoją postawą demonstruje dziecku, jak ma zadbać o siebie nie niszcząc innych.
Matka wysłucha i przytuli.
Otworzy drogę do kreatywności.
Matka może pokazać jakie będą konsekwencje jego działania, jaki jest wachlarz możliwości, ale nie pokaże jednej, jedynej słusznej drogi. Da wybór.
Matka uczy odpowiedzialności.
Daje narzędzia.
Zauważa i głośno mówi o sukcesach dziecka, a z porażek wspólnie z dzieckiem wyciąga lekcje, by mogło je traktować, jako nawóz do wzrostu.
Matka uczy szacunku i kontaktu z zwierzętami i przyrodą.
Tolerancji dla inności i odmienności.
Pokazuje jakie pułapki czekają na dziecko w świecie.
Matka jest, ale nie osacza.
Matka dba o siebie, troszczy się o siebie, by zatroszczyć i dbać o swoje dziecko.
Bo z pustego nikt nie naleje.
Matka to ta, która z bezsilności zapłacze i opadnie z sił, by za chwile wrócić do relacji z dzieckiem odrodzona, jak feniks z popiołów.
To ta, która powie ,, NIE '', gdy trzeba. Tak samo jak ojciec. ,, NIE '' z miłości.
Matka, to człowiek, tak jak i ojciec. Tylko i aż człowiek.

My rodzice mamy prawo upadać, mylić się, popełniać błędy, ale weźmy za siebie i nasze dzieci odpowiedzialność. Do pewnego momentu dziecko ma tylko nas. Dbajmy mądrze o nasze dziecko. Dbając o dziecko wewnętrzne, staje się to o wiele łatwiejsze i prostsze, choć nie mogę napisać, że proste. Dla mnie to jest ogromne wyzwanie od dwudziestu lat, relacja moja i mojego dziecka. Ciągle się uczę, ciągle upadam i się potykam, ale się nie poddaję i buduję dalej. 

Marta,
Dziękuję za to pytanie.
Zapraszam do refleksji.

07:21

Warsztaty 17-19 maj 2019

Warsztaty 17-19 maj 2019






W odpowiedzi na Wasze liczne zapytania i prośby postanowiłam zorganizować warsztaty.

 W dzisiejszym świecie mamy bardzo łatwy dostęp do informacji. Jest mnóstwo książek, filmików, wartościowych treści w internecie, co daje nam ogromne możliwości, pomaga odbudować siebie, gdy czujemy się zagubieni. Bywa też tak, że natłok tych informacji wprowadza chaos do naszego życia. Mamy ogromną wiedzę, lecz nie umiemy jej zastosować w codziennym życiu i zamiast lekkości czujemy się jeszcze bardziej przytłoczeni.

Możemy odzyskać tę lekkość kontaktując się z Wewnętrznym Dzieckiem. Tworząc z nim piękną, wartościową relacje, która nie niszczy, a buduję. Pozwala nam rosnąć, stajemy się świadomymi i stabilnymi emocjonalnie dorosłymi. Tworząc przestrzeń na to dziecko w nas, uruchamiamy potężne emocje, które były uśpione, zepchnięte do podświadomości. Na warsztatach stworzę bezpieczną przestrzeń byś mogła/mógł uzewnętrznić, to co jest przez lata skrywane, wypierane. Przywieź ze sobą Gniew, Złość, Żal, Samotność. Przyjrzymy się tej emocji i w sposób świadomy zaakceptujemy ją. Pozwolimy jej wybrzmieć. W zgodzie z Tobą, nie łamiąc i nie naginając Ciebie.
Tym samym dając sygnał Wewnętrznemu Dziecku, że je akceptujemy, widzimy i słyszymy.
Bo zostaliśmy nauczeni wypierania się tego co czujemy w ciele, nauczono nas zaprzeczania emocjom, a to jest nasze życie. To jest impuls, bodziec. Dlaczego mamy się od tego odcinać?

Warsztaty poprowadzę intuicyjnie, z przestrzeni serca, mając na uwadze Twoje POTRZEBY. Ponieważ często były one spychane na dalszy plan albo pomijane.

Jestem praktykiem.
Gdy czytam książkę i są w niej zadania do wykonania, to je wykonuję.
Po warsztatach, szkoleniach wiedzę przenoszę na działanie.
Bo tylko wtedy, jest ona dla mnie wartością, gdy jest wprowadzona do mojego życia.
Jeżeli coś nie działa, to przestaję to stosować.

Na tych warsztatach będzie DZIAŁANIE.
Będziemy procesować emocje.
Pokażę Ci drogę do Wewnętrznego Dziecka.
Skonfrontuję Cię z Twoim lękiem.
Poprowadzę wizualizację na plaży przy szumie fal.
Zrzucisz do morza, to co Tobie ciąży.
Miejscowość jest położona nad morzem, w przepięknej okolicy. Bardzo blisko plaża, dlatego można wieczorami korzystać z uroku nadmorskiej miejscowości.

Więc jeśli jesteś gotowa/gotowy na zmiany w życiu, chcesz podjąć się gruntownej przebudowy, ale potrzebujesz przy tym wsparcia, kogoś kto sam był w tym miejscu co Ty, kogoś kto z niego wyszedł, to zapraszam.


Termin:
17-19 maj 2019
Rejestracja o godzinie 16-16:45 piątek,
Warsztaty zaczynają się o godzinie 17.
Zakończenie niedziela 19 maja godzina 14.
W koszt warsztatów są wliczone pokoje dwuosobowe,
śniadanie, obiadokolacja.

Miejsce:
ul. Wojska Polskiego 19
84-105 Karwia
gm. Krokowa
woj. pomorskie

Koszt:
1500 zł.
Płatne przelewem.
Zaliczka w kwocie 700zł płatna do 25 marca.
Całość proszę wpłacić do 17 kwietnia. 

Zapisy i kontakt:
Nikola Pettke
nikola.pettke@gmail.com


Jeżeli stwierdzono u ciebie ciężkie zaburzenia psychiczne lub emocjonalne, a także jeśli zażywasz leki psychotropowe, to uczestnictwo w owych warsztatach nie jest wskazane.


08:05

Projekt//Cel. Jakie ma znaczenie w naszym życiu i na co ma wpływ.

Projekt//Cel. Jakie ma znaczenie w naszym życiu i na co ma wpływ.





Instrukcja obsługi Twojego życia zaczyna się tworzyć 9 miesięcy przed Twoim poczęciem. Wszystkie zdarzenia, które działy się wtedy w życiu Twoich rodziców maja wpływ na twoje późniejsze losy. Ich emocje, to jak się do siebie odnosili, czy byli zmuszeni do ślubu, a może nie mogli wziąć ślubu, mimo wielkiej miłości. Wszystko miało wpływ na Ciebie. Moment poczęcia ma tutaj kluczową rolę. Czy jesteś dzieckiem z ,,wpadki"? A może zaplanowanym? W jakich okolicznościach nastąpiło poczęcie? Czy to był gwałt? Jeżeli tak, to jak myślisz co czuła Twoja matka w momencie, gdy doszło do zapłodnienia? Strach? Obawę o życie? Obrzydzenie? A ojciec, co on mógł czuć?
To wszystko ma ogromne znaczenie, ponieważ te emocje zapisały się w Twoim ciele.

Weźmy przykład kobiety w wieku 38 lat 8 miesięcy. 
Ciągle jej granice seksualne są brutalnie przekraczane. Kilka razy w życiu spotkała ekshibicjonistę. 
Po podzieleniu jej wieku na pół wychodzi nam 19 lat i 4 miesiące. Okazuje się, że w tym okresie podczas pracy sezonowej została zgwałcona. Wyparła to zdarzenie. Nikt o tym nie wiedział. Wynikiem gwałtu była ciąża, która usunęła (tworząc drzewo genealogiczne, jej prababcia w wieku 19 lat także usunęła dziecko, które było owocem gwałtu). Znowu dzielimy wiek na pół i dochodzimy do okresu 9 lat i 7 miesięcy. Przypomina sobie, że wtedy w szkole starszy od niej chłopak próbował ją zaciągnąć do łazienki, ale mu się wyrwała. Znowu dzielimy wiek na pół i odkrywa się następna tajemnica. Molestowanie seksualne, a sprawcą jest wujek. Zostaje pytanie; ,, Co wydarzyło się, gdy jej mama była z nią w 5 miesiącu ciąży?"
Tu należało wykonać telefon do mamy. Informacje płynące z słuchawki były bolesne. Jest DZIECKIEM Z GWAŁTU! W piątym miesiącu ciąży, jej matka po raz kolejny była zgwałcona przez męża. 
Jaka jest informacja dla takiej osoby? Żyję dzięki gwałtowi. Po przepracowaniu konfliktu przestają ją spotykać sytuacje, w których  czuła podobne emocje do tych, które czuła jej mama w okresie poczęcia.

Podobnie cały okres prenatalny, kiedy przebywałaś/przebywałeś w łonie matki, również ma duży wpływ na Twoje życie. Gdy matka w 6-7 miesiącu ciąży nie czuje ruchów dziecka, ogarnia ją lęk. Dziecko wyczuwa jej stan. Dostaje w ten sposób sygnał, że gdy się nie rusza, to mama się martwi, więc po urodzeniu jest nadpobudliwe. Nie śpi, jest absorbujące. W wieku 6-7 lat stwierdza się u niego ADHD. Przecież otrzymał w okresie ciąży sygnał, że jak się nie rusza, to mama boi się o jego życie. Podświadomie stara się więc, żeby pokazać, że żyje, co objawia się wyjątkową ruchliwością. Sygnalizuje w ten sposób: ,, Mamo, ja żyję! Nie musisz się martwić!"

Podam jeszcze jeden przykład, żeby pokazać jaki jest wachlarz możliwości. I jak każdy szczegół z okresu Projekt//Cel jest istotny. 
Kobieta 20 lat. Każdy egzamin, który jest wyznaczony w konkretnym terminie jest dla niej wyzwaniem. A właściwie nie dla niej, ona podchodzi do tych egzaminów w swoim czasie. Ale spotyka się z sprzeciwem i dezaprobatą osób bliskich, nauczycieli, przełożonych. Zaczyna się układanie puzzli. Co może być tego przyczyną?
Można podzielić wiek na pół, ale tu niczego nie znajdujemy. Co działo się w okresie 9 miesięcy przed jej poczęciem? Nic co by dotyczyło egzaminów. A może moment porodu? Poród jest egzaminem. BINGO!
Pierwszy termin porodu na 21 sierpnia, ale matka tej kobiety, miała swój termin porodu, który miał się odbyć 3 września. Zmiana lekarza z przyczyn niezależnych od ciężarnej kobiety i kolejna osoba podaje termin na 21 sierpnia. 
Matka wie swoje, urodzi 3 września. Czyli w Projekt//Cel powstaje zapis, wy macie swój termin porodu ( czytaj egzaminu), a ja mam swój. 2 września od rana zaczynają się bóle porodowe, a nad ranem 3 września rodzi się dziecko.  
Uświadomienie daje ulgę. Już jest jasne dlaczego ta osoba zdaje egzamin w ,,SWOIM" czasie. Albo czasie, który nieświadomie zakodowała jej mama.
Niestety wiedza to za mało, potrzeba nam ,,rozpoznać" program, który nam przekazano, a wtedy możemy go zakończyć.

W tym okresie osiemnastu miesięcy tworzą się pierwsze puzzle, które będą tworzyć naszą życiową układankę. Nazywamy to okresem Projekt//Cel. Pomijam tutaj fakt, że w naszych komórkach pamięciowych jest zapis rodowy, który również ma wpływ na nasz los.
Jesteśmy częścią czegoś większego...

Jeżeli potrzebujesz wsparcia w układaniu swoich życiowych puzzli, zapraszam Cię na sesje, gdzie w bezpiecznej atmosferze odkryjemy zapisy Twojego okresu Projekt\\Cel.

11:31

Dziękuję

Dziękuję
Kończy się rok 2018. Dla mnie był to w wielu sferach przełomowy rok. Wiele razy przełamywałam wewnętrzne granice, które wcześniej były nie do przejścia. Za każdym razem oswajając lęk, który chciał mnie zatrzymać w niby bezpiecznym pudełku komfortu. Pomimo tego strachu stawałam za sobą i moją małą Justynką. Dla mnie to był ROK PRAWDY. Trudny, ale wiem, że przyniesie zdrowe owoce. Wymiotłam spod dywanu brudy zamiatane przez lata. Szkolenia Recall Healing otworzyły mi oczy na wiele spraw. Uświadomiły mi dlaczego funkcjonujemy tak, a nie inaczej. Ile zła mogą przysporzyć sekrety, niewypowiedziane na głos zdania, ukrywane emocje. Jak cierpi na tym nie tylko relacja, ale także ciało i dusza.
Ten rok przerósł moje najśmielsze oczekiwania co do pracy z Wami. Kochani wpuściliście mnie do Waszego świata. Tyle pięknych spotkań z Waszymi Wewnętrznymi Dziećmi. Tyle trudnych, ale uwalniających historii. Dziękuję za zaufanie i za to, że mogłam Wam w tym procesie towarzyszyć. Każdy z nas konfrontując się z tym co najtrudniejsze, co najbardziej oddala nas od siebie, robi ogromny krok na przód. Gdy nie uciekamy od swoich emocji, a stajemy w nich, dotykając najczulszych miejsc - wzrastamy. Stajemy się Starsi i silniejsi, nie twardzi, a silni w swej delikatności.
Życzę Wam abyście znaleźli drogę. Drogę do Siebie. Swoje wewnętrzne światło, które każdy z nas w sobie nosi, a które zostało przygaszone. Niech Rok 2019 będzie dla nas obfity w każdej sferze życia. Miejmy siłę i odwagę podążać za tym co dla nas ważne.
Do siego roku!

10:04

Niska ocena własnej wartości

Niska ocena własnej wartości
Co musielibyśmy zrobić, by nasze dziecko miało zaniżone poczucie własnej wartości?

Odseparować je!

Zakazać!
,,Nie możesz iść z koleżankami na basen, bo się utopisz!"
,,Nie możesz iść z kolegami na boisko, bo oni palą papierosy!"
,,Nie możesz

iść na dyskotekę, bo barman wrzuci Ci do napoju tabletkę gwałtu!"
,,Nie dostaniesz rolek, bo połamiesz sobie nogi!"

Nakazać!
,,Musisz posprzątać pokój brata, to jest praca dla kobiet!"
,,Musisz zerwać te porzeczki, bo się zepsują!"

Karać!
,,Nie wyprawimy Tobie w tym roku urodzin, bo masz słabe oceny."
,,Nie możesz iść bawić się z koleżankami, bo nie zjadłaś obiadu."

Strach rodzica o dziecko.
Chronienie go przed wszystkimi i wszystkim. Tylko nie przed sobą. Przecież ten rodzic kocha swoją pociechę. Nie chce, by jej się cokolwiek stało. Myśli, że nie wypuszczając jej na podwórko, uchroni ją przed upadkiem. Dba o nią. Chroni za wszelką cenę. To dziecko, jest prowadzone przez rodzica jak na smyczy. Tak naprawdę rodziciel osacza tego młodego człowieka. Uzależnia go od siebie. Nie pozwala mu egzystować.

Kiedy budujemy poczucie własnej wartości?
Kiedy doświadczamy. W trakcie nauki jazdy na rowerze, z pewnością kilka razy upadniesz. Zmobilizowany przez rodzica podniesiesz się i po kilku metrach znów upadniesz. To będzie się powtarzać kilka razy, aż przejedziesz dwadzieścia metrów. I wtedy, te upadki już nie będą takie ważne, bo będziesz czuł satysfakcję z jazdy rowerem.

Jeśli w dzieciństwie nie mogłaś zapraszać koleżanek do domu. Nie wyprawiano Ci urodzin. Nie mogłaś po szkole bawić się z rówieśnikami, bo musiałaś się uczyć i pomagać w gospodarstwie domowym. To może być tak, że teraz, w dorosłym życiu masz problemy z budowaniem relacji. Ojciec był nieobecny emocjonalnie, matka zapracowana.
Nikt z tobą nie rozmawiał. Gdzie miałaś nauczyć się, jak budować bliskie relacje? Jak o siebie zadbać? Kiedy ty nawet pokłócić się nie miałaś z kim. A co dopiero prowadzić intymne, głębokie rozmowy. Najpierw rodzic pokazuje swoją osobą, jak to ma wyglądać. Rozmawia z tobą, o tym co się działo w czasie dnia. Jakie radości cię spotkały, a może przykre rzeczy. Powinien dać ci wsparcie, uwagę, empatię. Poprzez to, jak rodzic budował z tobą więź, ty będziesz budować relacje z innymi osobami. To plus, jeśli wolno ci było być dzieckiem, które mogło spotykać się z rówieśnikami. Bawić się, pomimo ran na kolanach. Pokłócić się, a później pogodzić. To jest jak trening relacji przed dorosłym życiem.

Całkiem możliwe, że rodzic celowo odsuwał cię od rówieśników, żeby ciebie chronić. Jednak rezultatem tego, jest brak umiejętności budowania bliskich relacji. Dlatego budujesz relacje powierzchowne. Zamartwiasz się, co z tobą jest nie tak. Dlaczego ta więź jest taka słaba.
Wszystko jest z TOBĄ w porządku!
Po prostu nie pozwolono ci doświadczać. Próbować. Skutkiem tego, jest to, że w dorosłym życiu, ciężko ci podejmować decyzje. Nawet te, dotyczące kupna bluzki czy butów.

Kolejny deficyt.
Ojciec jest pierwszym mężczyzną, od którego córka powinna usłyszeć, że jest piękna, mądra, że ją podziwia i szanuje. Że jest z niej dumny. Powinna to zobaczyć w oczach ojca, w  jego gestach. To między innymi, tato buduje poczucie wartości córki, albo je niszczy. Jeżeli ojciec cię nie komplementował, a raczej słyszałaś od niego: ,,Jak ty wyglądasz?!", ,,Jak ty się wymalowałaś?!", ,,Zmyj tą tapetę!". Jeżeli zamiast komplementów, byłaś często zawstydzana i upokarzana, to później, już jako dorosła kobieta, będziesz szukać potwierdzenia swego piękna (wewnętrznego, jak i zewnętrznego) w oczach innych mężczyzn.

Nasze dzieci doświadczają życia. Z roku na rok coraz pełniej. Wyjeżdżają  na samodzielne wczasy, podróżują po kraju, ale i poza jego granicami. Dużo rozmawiamy przed wyjazdem. Pokazujemy jak zareagować w sytuacjach, które mogą ich spotkać.
Nasz syn wybiera bardzo długie trasy rowerowe. Nie obawia się poruszania nieznanymi szlakami.
Córka sama potrafi zorganizować wyjazd za granicę. Osobiście zaplanować wszystkie niezbędne elementy wyprawy. Nie boi się samodzielnego wyjazdu do obcego kraju. Niestraszna jej bariera językowa.
Druga córka, kiedyś zgubiła drogę, podczas spaceru w lesie. Pomimo stresującej sytuacji, potrafiła zachować zimną krew i szybko znaleźć rozwiązanie. Byłam pod wrażeniem, jak świetnie sobie poradziła. Sama nie wiem czy umiałabym tak zareagować w takiej sytuacji.
Opisując powyższe sytuacje z życia naszych dzieci, zmierzam do tego, żeby ukazać wam, w jaki sposób dajemy im możliwość doświadczania życia. To właśnie dzięki tym doświadczeniom buduje się ich pewność siebie, ich poczucie własnej wartości. Nasze dzieci cechuje otwartość na świat. Odważnie podejmują wyzwania, jakie zsyła im los. Są samodzielne, na tyle na ile są gotowe. To wszystko dlatego, że im na to pozwalamy. My oczywiście jesteśmy zawsze gdzieś obok. Wysłuchamy i  pomożemy, jak trzeba. Ale to oni mierzą się z życiem. Nie chowamy ich ,,pod kloszem".

Co możesz zrobić by odbudować siebie?
Otocz się przychylnymi ludźmi. Przyjacielsko nastawionymi do ciebie. Na nowo, tak jak to dziecko, zacznij doświadczać i próbować. Może pojawić się dyskomfort. Pobądź w nim. Zobacz to okradzione z szans na poznanie świata, maleństwo, nastolatkę. Usłysz ją. Zapytaj co czuje. Czego od ciebie oczekuje? Przytul ją w sobie i ukochaj. Daj jej szansę na powiedzenie tego, czego kiedyś nie mogła powiedzieć. Na zrobienie tego, czego nie mogła zrobić. Nie oceniaj. Pozwól sobie na popełnianie błędów. Możesz w wizualizacji stanąć naprzeciwko rodzica i powiedzieć z czym się nie zgadzasz, co uczynił ci złego. Zaakceptuj emocje, które się pokazują. Złość, czasami nienawiść, niechęć. Możesz czuć te emocje, masz do tego prawo. Możesz kochać, a zarazem nienawidzić swojego rodzica. To jest w porządku. Za każdym razem, gdy potkniesz się, powiedz do siebie: ,, Zdarza się. Wyciągnij z tej sytuacji wnioski i idź dalej. Głowa do góry!".


Twoje poczucie własnej wartości jest bardzo niskie i chcesz je odbudować, jednak nie wiesz jak to zrobić? Zapraszam cię na sesje. Stworzę przestrzeń, w której będziesz mogła spotkać się z tymi emocjami, które są dla ciebie trudne. Poprowadzę cię do Wewnętrznego Dziecka, które może w tej chwili jest samotne i odrzucone. Pomogę ci odbudować utraconą relację z samą sobą.
Zapraszam cię do komentowania. Jeśli uważasz ten post za wartościowy dla kogoś, to proszę o udostępnienie.

01:49

Zaryzykuj

Zaryzykuj

 Obraz może zawierać: 2 osoby, uśmiechnięci ludzie, na zewnątrz











,,Ja mam tak ryzykować?!"- Usłyszałam na sesji.
,,Ja wolę stracić niż ryzykować!!!"-  Usłyszałam po chwili.
I to jest w porządku.
 Czy ja się zdziwiłam?
 Nie.
 Rozumiałam tą osobę i to bardzo dobrze ją rozumiałam.


Przez większość mojego małżeństwa zamiatałam pod dywan, nie mówiłam, że mi się coś nie podoba, albo że nie mam na jakieś zachowania mojego męża zgody. Choć nie, to nie do końca jest prawda.  Mówiłam. Ale w gniewie i bezsilności, gdy bańka naszych napięć w domu sięgała zenitu, a on wchodził bujnym krokiem, bo był pod wpływem procentów. Wtedy zaczynały się ,,wypominki". Ale czy on coś z tego pamiętał? Chyba nie, bo nic się nie zmieniało.
Mój potok słów był tak chaotyczny, że wcale się nie dziwię, że nie widziałam rezultatów ani poprawy w naszej relacji.
Czy ja później wracałam do rozmowy?
Nie.
Dlaczego nie wracałam?
Ponieważ bałam się gniewu, kary focha, który mógł trwać tydzień, dwa, trzy, a nawet cztery. Bałam się wypierania faktów, słów, że to ze mną jest coś nie tak, że to ja mam problem.
Bałam się zaryzykować!!!

Czy ja wtedy nie ryzykowałam?
Ryzykowałam! I to jak!
Ryzykowałam nerwicą żołądka u naszych dzieci, bezsennymi nocami, lękami, stanami depresyjnymi. Ryzykowałam utratą zdrowia całej naszej rodziny, bo ja byłam trzeźwa, widziałam więcej, mogłam też więcej zrobić.
Mogłam przestać niańczyć mojego męża, oddać mu odpowiedzialność za to co robił i tak też w końcu zrobiłam.
Zaczęłam rozmawiać, a gdy nie chciał rozmawiać, to szukałam sposobów na poprawę naszej  relacji, na budowanie jej, na rozwiązywanie naszych problemów.  Słuchałam co mówią CI, którzy już byli w tym miejscu, do którego ja chciałam dojść. Namiętnie słuchałam Magdaleny Szpilki, to co ona przekazywała w filmikach na kanale YouTube bardzo do mnie przemawiało. Przestałam słuchać tych, którzy dawali ,,dobre rady" nie proszeni, a sami byli w  ,,czarnej dupie", za przeproszeniem w swoich relacjach. W pracy, z finansami i ogólnie z życiem.
Dziś oboje z mężem jesteśmy inni. Wiele naszych zachowań się zmieniło. Całkiem inaczej wyglądają nasze relacje w domu. Nie ma tego ciągłego napięcia, niedomówień, oszukiwania, krycia się po kontach.
Tylko musiałam zaryzykować i to nie raz, a setki razy.

Widząc osobę, która pod wpływem alkoholu wsiada do samochodu lub innego pojazdu, zaczyna się w tobie wszystko trząść.  Różne myśli przebiegają - między innymi takie, że to nie twoja sprawa, nie będziesz ryzykować kłótni z sąsiadem, że on się obrazi. Ale z drugiej strony, gdy ten człowiek się zabije, albo co gorsza śmiertelnie potrąci dziecko, to czy ty nie ryzykujesz? Podejmujesz ryzyko. Będziesz czuła/czuł się odpowiedzialna/ny, że go nie powstrzymałaś/eś.

Kamila Rowińska napisała kiedyś tak:
"Kto nie ryzykuje świadomie, ryzykuje podwójnie. Ta decyzja, której dziś nie chcesz podjąć, będzie dla CIEBIE  również decyzją, która będzie miała swoje rezultaty w twoim życiu."

Od dziesięciu, a tak konkretnie, to od ośmiu lat bardzo świadomie ryzykuję, podejmuję ryzyko.
Zaczęłam stawać  w obronie dzieci w szkole. Wcześniej miałam wpojone, że nauczyciel wie lepiej, zawsze ma racje, a to nie za każdym razem jest zgodne z  prawdą. Zaryzykowałam i to przyniosło ogromną wolność dla mnie i dla dzieci.
Idąc na terapie ryzykowałam, że moje małżeństwo się zakończy, że skończy się rozwodem.  Jakie było moje zdziwienie, że tak się nie stało!!!
Ryzykowałam, że ,,cała" rodzina się ode mnie odwróci.

Po roku terapii zwolniłam się z pracy. Widziałam jakie żniwo dzieci zebrały żyjąc w dysfunkcyjnej rodzinie. Nie będąc pewna czy mąż wytrzyma w trzeźwości , podjęłam to ryzyko i zwolniłam  się z pracy, by zająć się ,,odzyskaniem "dzieci. One same były pogubione, miały różne problemy, nie czuły się bezpiecznie przy nas.

Zawsze znajdą się koło nas takie osoby, które będą chciały nas zatrzymać w naszej drodze, które będą szeptać, to co właściwie sami mamy w środku-ten głos, który mówi nam : ,, nie uda Ci się." ,,Nie dasz rady." ,,Jesteś za głupia," ,,Co ty tam wiesz," ,, A nie mówiłam"....
Kiedy chciałam otworzyć własną działalność, to też słyszałam: ,, Państwo cię zniszczy." ,,Oni ciebie oskubią." ,,Nie poradzisz sobie," ,,Podatki cię zjedzą"... Dziś cieszę się, że nie słuchałam tych osób, a poszłam za głosem intuicji.
Bo my  mamy też w sobie światło, które daje nam siłę i moc do działania, do zmiany naszego życia. Możemy mieć marzenia i możemy je spełniać. Możemy ryzykować, bojąc się tego ryzyka.
Możemy się zatrzymać w naszym ,,bezpiecznym" pudełku komfortu, ale też możemy dać krok, drugi i trzeci, wychodząc poza nie. W swoim tempie, w swoim czasie. ,, Bój się i rób"- to zdanie jest ze mną od początku mojej drogi.

Tak czy siak ryzykujesz...

Jeżeli czujesz, że ugrzęzłaś/ugrzęzłeś w swoim życiu, a chcesz ruszyć, chcesz zaryzykować, jednak nie wiesz jak to zrobić, to zapraszam Cię na sesje
 http://justynapettke.blogspot.com/p/blog-page_13.html

Opinie na temat pracy ze mną na sesjach znajdziesz w linku pod spodem
 http://justynapettke.blogspot.com/p/opinie.html



12:41

Brak pewności siebie

Brak pewności siebie
Ostatnio dostałam wiadomość:,, Mój syn nie ma wcale pewności siebie.  Jak mu pomóc?"

To jest bardzo obszerny temat.
W tym   poście  postaram się odpowiedzieć na to pytanie, a przynajmniej nakreślić kilka istotnych aspektów w tym temacie.


Zacznę od rodziców dziecka, które może mieć niskie poczucie własnej  wartości.
Jeśli rodzic pozwala ,,wchodzić sobie na głowę" np. swoim rodzicom. Jeśli łatwo nim manipulować. Jeśli jest krytykowany i nie stawia jasnych, stanowczych granic. W takim przypadku obserwujące go dziecko uczy się, że jego rodzic ugina się, daje sobą pomiatać, tym samym ucząc je takiego samego zachowania.
Jeśli matka pozwala by dziadkowie wpychali jedzenie wnuczce/wnukowi, a widząc to, poddaje się, bo już tyle razy mówiła, że nie daje  dziecku  słodyczy. Ale co ma zrobić, oni już tacy są. A później krzyczy na dziecko mówiąc, że miało nie brać od dziadków słodyczy.


Gdy trzy pokolenia mieszkają pod jednym dachem, to dziecko w naturalny sposób, poprzez obserwacje wyłapie kto jest ,,samcem alfa w tym stadzie", kto mu nadaje kierunek i rytm. Jeżeli jego rodzice nie podejmują pewnie decyzji co do rozwoju syna/córki, często zmieniają zdanie, poddają się, bo dziadek lub babcia nie odpuszczają, nie są stabilni wobec dziecka i siebie, to ono traci grunt i pewność, kto tak naprawdę jest jego opiekunem, do kogo może zwrócić się o pomoc i wsparcie. Często też to dziecko czuje się jakby było między młotem, a kowadłem.


A czego uczy się dziecko widząc swoich rodziców na imprezie zakrapianej alkoholem, obściskujących się z innymi uczestnikami tej imprezy? Np. gdy matka tego dziecka nie stawia jasnych granic mężczyźnie, który otwarcie przekracza jej granice cielesne, to czy córka, która to obserwuje, będzie umiała powiedzieć ,,STOP", ,,nie dotykaj!", ,,nie możesz!"? Czy może  również dla świętego spokoju, żeby nie psuć atmosfery, podda się wbrew sobie?


Spotkałam się w czasie pracy na sesjach z takim obrazem: Mianowicie, klientka opowiada mi o tym, że gdy wylała szklankę mleka w dzieciństwie, to była za to zbita i dostała karę. Gdy przyszła się  przytulić do mamy, tak po prostu, to była odpychana, bo nie było czasu na te pieszczoty. Jednak  pies, który podbiegł do jej mamy był brany na ręce, pieszczony, mógł siedzieć na stole, nachlapać, nabrudzić. Ten pies w oczach tego dziecka dostał całą miłość  i uwagę tego rodzica. Czy to dziecko w przyszłości będzie pewne siebie? Czy ono jako dorosły człowiek, będzie stawiać siebie na pierwszym miejscu, skoro pies był ważniejszy, bardziej kochany?


Ile dzieci nie miało nic do powiedzenia, gdy ich  zabawki były wywalane na śmietnik, albo oddawane innym dzieciom? Co pokazujemy dziecku, gdy wchodzimy do jego pokoju bez pukania? Do toalety?
Jak często nie liczymy się z tym młodym człowiekiem, nie bierzemy pod uwagę jego potrzeb?
Ilu rodziców czyta korespondencje swoich dzieci, przegląda pocztę elektroniczną , zagląda do telefonu?
My chcemy dzieci WYCHOWYWAĆ, ale taką tresurą, żeby nigdy się za nich nie wstydzić, żeby były grzeczne, poukładane, żebyśmy zbierali same oklaski, pozytywne opinie na ich temat. Ooooo, ale to nam dobrze robi, bo to dziecko jest przedłużeniem nas samych.

DZIECKO JEST AUTONOMICZNĄ JEDNOSTKĄ Z WŁASNĄ SPECYFICZNĄ OSOBOWOŚCIĄ !!! Ma swoje potrzeby, pragnienia, ma cechy, które ma, a nie takie,  które chcemy żeby miało!!!!!!!!!!!!


To co jest ważne dla nas-rodziców, nie zawsze jest ważne dla naszych dzieci. Wiem, że możemy im pokazać jakąś drogę, przedstawić nasz punkt widzenia, ale nie przeżyjemy za nich życia, dnia, minuty.
Nasze latorośle sczytują z nas, z mimiki twarzy, z gestów. Informacje niewerbalne są dla nich prawdziwe, bo to co mówimy nie zawsze pokrywa się z tym, co robimy. I jeżeli wyczują fałsz, to nie będą nam  ufać.
Czyli jeżeli dziecko widzi rodzica, który nie dba o siebie, rezygnuje z siebie, sam siebie poniża, upokarza, krytykuje, który jest dla siebie największym katem, to już będzie miało zaburzone poczucie własnej wartości.


Następnym aspektem jest porównywanie.
Porównywanie rodzeństwa, wprowadzanie niezdrowej rywalizacji: ,,A zobacz jak Kuba zjadł obiadek, a ty się grzebiesz", ,,Ty ciągle...!!!!", ,, Ty zawsze...!!!".
Takie dziecko czuje się ciągle nie dość dobre. Ciągle  w oczach rodzica jest nie takie jakie ma być. A potem  w  dorosłym życiu  będzie szukało aprobaty w oczach innych osób.


Zabranianie dziecku czucia tego co czuje. Krytykowanie tego co robi np. babeczki, które piecze, nie zawsze mu wyjdą.  Naszej córce nie wyszły. Dodała za dużo jakiegoś składnika. Pomyliła się. Wyrzuciła je i powiedziała, że zrobi następne, że te jej na pewno wyjdą smaczne.  I zrobiła pyszne babeczki. Teraz piecze serniki, babki, robi sałatki i inne smakołyki, tak jak i pozostałe nasze dzieci.  Bo daliśmy im możliwość uczenia się, a podczas nauki zepsucia paru dań.


Ja sama po części byłam takim rodzicem. Na pewno w niektórych kwestiach, które tu opisałam, mogę siebie odnaleźć. Ja byłam tym zapalnikiem, który uruchomił w dzieciach  zapadkę o nazwie "NISKIE POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI".  Ja, mój mąż i jeszcze kilkanaście osób. I mam dla was dobrą wiadomość. Można to odwrócić. Można zacząć proces odwrócenia. I tak jak zaszczepiliśmy to złe, tak możemy wpuścić do środka, do wnętrza serca dziecka to co dobre: miłość, akceptacje, szacunek, empatie. Powoli, stopniowo, zaczynając od siebie. Aby siebie uzdrowić, trzeba w siebie zajrzeć, trzeba wykonać dużą pracę. Ja czytałam książki, przeszłam dwie terapie, warsztaty, szkolenia. Bycia matką uczę się cały czas. Ilekroć  już mam wrażenie, że jest super dobrze, to coś wyłazi i uczę się od nowa. Dzieci dorastają, zmieniają się, wchodzą w okres dojrzewania i ja znowu zderzam się ze ścianą. Wtedy słucham wewnętrznego głosu, bo to on mnie kieruje po porady, po treści potrzebne na dany czas, pokazuje do jakich osób zapukać, jaką książkę przeczytać. Mam wokół siebie ludzi, którzy mnie wspierają.


Staram się być empatyczna najlepiej jak umiem, choć bywa i tak, że mi się to nie udaje. Pozwalamy w naszej rodzinie dzieciom na przeżywanie emocji. Złości,  niezgody, smutku, żalu, straty, szczęścia, radości (nie wszędzie, nie w każdym domu dzieci mogą śpiewać, śmiać się głośno).  Pozwalamy się zezłościć na nauczyciela. Upadać, bo upadki są częścią rozwoju i życia ogólnie. Pozwalamy na bylejakość i na perfekcje, na chcenie i nie chcenie, na bycie i nie bycie, na próbowanie i odwracanie głowy, na podróże-te bliskie i te dalekie, pozwalamy na ODCINANIE PĘPOWINY OD NAS!!!
Ja stworzyłam sytuacje, doprowadziłam do kilku bardzo ważnych, uwalniających rozmów między mną, moim mężem i naszymi dziećmi, o tym co im zrobiliśmy, gdy byli mali. Co się działo w naszym domu, jaki był nasz stosunek do nich. Że było bicie, wyzwiska, krzyki, poniżanie, wbijanie w poczucie winy. Czasami nadal się prześliźnie niepostrzeżenie takie nasze, jako rodziców, zachowanie, ale my to szybciej wyłapujemy, pokazujemy sobie z mężem nawzajem. Dzieci nam mówią co my robimy źle, że im się coś nie podoba. Bo mogą, nie są za to krytykowane. Ostatnio rozmawiając z córką, powiedziałam jej o kilku sytuacjach z jej dzieciństwa i ona odpowiedziała, że ich nie pamięta. Może tak być, ponieważ było to pewnie dla niej  tak bolesne, że odcięła się od tego. Zapewniłam ją, że jak przyjdzie kiedykolwiek do niej ten obraz, to uczucie, które wtedy zblokowała, to może wyrzucić mi wszystko, że ma do tego prawo. Wspieram w nich ich kreatywność. Nie bagatelizujemy ich potrzeb, pragnień i na tyle na ile możemy np. finansowo, fizycznie, albo mentalnie, to ich wspieramy. Od kilku lat  nie ma już w naszym domu kar i nagród. Robimy sobie niespodzianki, przyjemności, ale nie nagradzamy dzieci  np. słodyczami. Mamy swoje rytuały-w sierpniu na przykład, gdy spadają gwiazdy, ja gotuję kakao i siadamy na huśtawce w ogrodzie.  Siedzimy tam, opowiadając sobie różne historie, snując plany i marzenia. Siedzimy tak do późnych godzin nocnych, ciesząc się sobą na wzajem.
Pozwalamy sobie na bycie w odosobnieniu, bo nie zawsze mamy przestrzeń na bycie z kimś. I tak można, bo czasami jest i taka potrzeba.

Swoją osobą pokazuję, że dbam o siebie, że nie odkładam siebie na później. Pokazuję, że jak mi na czymś zależy to robię wszystko, żeby ten cel osiągnąć. Mówię prawdę, nie oszukuję, nie manipuluję, żeby osiągnąć cel. A przynajmniej nie robię tego świadomie. Stwarzam dzieciom sytuacje, w których mogą się zmierzyć z całkiem nowymi emocjami, których do tej pory nie mogły czuć. Pokazuję im, że akceptuję mój wiek, moje ciało, to kim jestem. Że mam ułomności i one są częścią mnie. Że nie umiem pewnych rzeczy, ale mogę spróbować się nauczyć. Że jak mi coś nie odpowiada, to nie będę się naginać, żeby komuś zrobić dobrze.
My mamy ogromny wpływ na nasze dzieci i dobrze by było, gdybyśmy wzięli za to co mówimy i robimy odpowiedzialność. Dobrze by było, gdyby każdy rodzic wziął odpowiedzialność za to, co zrobił swojemu dziecku. Bo nie ma rodzica idealnego i tam gdzie jest widoczna dysfunkcja w rodzinie, łatwiej jest pokazać, co było nie tak. Są też  tak zwane" normalne rodziny", gdzie stosowana  była "przemoc w białych rękawiczkach". Osobom wychowanym w takich  o wiele trudniej jest skontaktować się z tym, co boli i  odkryć dlaczego to tak cholernie boli. Ale ten temat zostawię na inny post lub filmik.

Moim marzeniem jest być dla dzieci drzewem, które daje zdrowe, obfite owoce.

Mogłabym pisać i pisać...
Wiele lat trwa tworzenie w człowieku uczucia, że jest do niczego, że jest byle kim. Tak samo odbudowywanie własnej wartości,  cegiełka po cegiełce, jest długim procesem. Zacznij już dziś, a szybciej nastąpi przełom.
Zapraszam Cię do komentowania.
Jeżeli uważasz, że to co przekazuję powyżej może komuś otworzyć oczy, uświadomić coś ważnego, to proszę, udostępnij post.


Borykasz się z niskim poczuciem własnej wartości? A może Twoje dziecko  ma z tym problem?
Potrzebujesz wsparcia?  Zapraszam Cię na sesje.
  • http://justynapettke.blogspot.com/p/blog-page_13.html




00:45

Bezwstydni

Bezwstydni
Z czym kojarzą się Tobie słowa ,,bezwstydna",,bezwstydny"?


Żyjemy w kulturze, w której najbezpieczniej jest być osobą poprawną, nie wychylać się i kiwać głową potakująco.
Na szczęście, to się zmienia i to w bardzo szybkim tempie. Gdy mieścimy się w normach społecznych i rodzinnych, to jest normalnie i poprawnie. Ale czy jesteśmy szczęśliwi? Czy możemy rozłożyć nasze skrzydła?
Bardzo rzadko, bo jesteśmy krytykowani, zawstydzani, oskarżani o brak lojalności...


Ile razy w życiu myślałaś/myślałeś, żeby pójść do szefa i poprosić o podwyżkę?
Co wtedy pojawiło się w twojej głowie i w ciele? Może myśl, że cię wyśmieje? Że nie zasługujesz? I znajdziesz tysiąc kontrargumentów na te, które wcześniej przemawiały za tym, byś do niego poszła/poszedł. Pojawia się WSTYD i lęk.
Widzisz na wystawie piękną sukienkę, ale ona ma duży dekolt. ,,No jak ja się w niej pokażę? Co ludzie powiedzą? I ta długość..."-myślisz. I robisz wszystko by ją sobie oszpecić, bo nie chcesz być wyzywająca, a może masz wypartą swoją kobiecość? Bo bycie kobietą, to już dla niektórych osób jest grzech. Pojawia się WSTYD jeszcze zanim ją założysz.
Czy TY dajesz sobie prawo prosić o cokolwiek? Prawo do spełniania marzeń? Prawo do bycia SOBĄ?


Kilka lat temu, w takiej luźnej rozmowie ze znajomymi i z człowiekiem, którego może widziałam  po raz drugi w życiu (osoby te były dużo starsze ode mnie), pojawił się temat ciułania, narzekania na  małe  pensje, małe stawki godzinowe, itp. Ja nie chciałam uczestniczyć w tej dyskusji, bo ona opierała się na tym, że wszyscy jesteśmy ofiarami systemu i nie mamy wpływu, ani możliwości zmiany.
Mogłam wyjść, mogłam przytakiwać, ale mogłam też zabrać głos i narazić się na WSTYD.
Ja zrobiłam to trzecie.
Ich głosy były  bardzo podniesione, czuć  było oburzenie i poczucie niesprawiedliwości. Było jasne na kogo zrzucają odpowiedzialność. A ja zadałam  im pytanie,  jaką chcieliby mieć stawkę godzinową. Ile ona ma wynosić?
Zapadła cisza, konsternacja, widać było, że szukali drugiego dna :)

Mężczyzna, którego nie znałam, zapytał mnie, ile ja bym chciała zarabiać. Ja odpowiedziałam, że  200 zł na godzinę.
Podczas gdy przy dobrych wiatrach zarabiałam na godzinę15/20 zł.
Jedna z kobiet tak parsknęła śmiechem, że się zakrztusiła. Mój znajomy też mnie wyśmiał, a nieznajomy, powiedział, że  też by chciał tyle zarabiać, ale to jest niemożliwe.
Dla nich może nie jest, ale ja trochę z bezczelności, trochę bezwstydnie, zaczynam osiągać mój cel, a przynajmniej jestem blisko.


Gdy w moim życiu było szaro i ponuro. Gdy byłam jak chorągiewka. Gdy mąż pił i to ja kontrolowałam wszystko i wszystkich, a przynajmniej tak mi się wydawało:))) W naszym domu były  wieczne awantury, ciche dni, ogromne napięcie, obojętność... Brrrrr, jak sobie to przypomnę...
To w tym czasie opowiadałam innym osobom o moim nieszczęściu, a oni byli, słuchali, dawali rady. Było super!!!(ironia)
Kiedy poszłam na terapię, moje życie zaczęło się zmieniać. Ja zaczęłam być radośniejsza. Zauważyłam to, co ja robię nie tak. Przestałam mówić i obarczać winą TYLKO innych. Wówczas już nie wszyscy chcieli mnie chętnie słuchać. Ja wtedy czułam taki potężny WSTYD, jakbym robiła coś złego. Widziałam, że te osoby zmieniały temat, nie spotykały się już ze mną tak często. Całą sobą czułam, że nie mogę opowiadać o swoim szczęściu, że nie mogę BEZ WSTYDU tryskać energią, mówić o moich sukcesach i emanować radością na lewo i prawo, bo to takie ,,nienaturalne". ,,Wstydź się! Jak możesz!?" Dlaczego? Bo oni musieliby spojrzeć w siebie. Zobaczyć, że oni też tak chcą. A wtedy trzeba by było wyjść ze swojego domku komfortu.


Wstydem jest prosić o pomoc, o podwyżkę, mówić co sprawia nam radość, jak lubimy gdy nasz partner nas dotyka. WSTYDEM jest mówić innym, jakim jesteśmy cudem i wartościowym człowiekiem. bo to jest próżność!!!
Naprawdę?!
Czy to jest prawda?
Moim zdaniem to jest absurd.


Wstyd w pewnym sensie pozwala nam tkwić, w tym co jest znane i pozornie bezpieczne. Nie musimy wtedy wychodzić z naszego domku komfortu. Tkwimy w nim, choć jest nam ciasno, niewygodnie i ciemno jak w d...e.
Ile omija nas fajnego, pozytywnego? Słońce, ciepło, większa stawka godzinowa, radość, która miałaby szansę rozgościć się w naszym ciele, gdybyśmy ją pokazywali częściej. Mówiąc czego chcemy i co lubimy, bylibyśmy zaskakiwani upominkami.
Wstyd jest nam potrzebny, ale nie toksyczny wstyd, który nas pomniejsza, neguje i powstrzymuje.


WSTYD- BEZ WSTYD.
Możemy być bezwstydni i upomnieć się o coś, co jest przez nas pożądane, czego pragniemy. Możemy po to sięgać.
Możemy chcieć i możemy głośno o tym mówić, przyjmujmy komplementy i opowiadajmy o naszym szczęściu. BEZ WSTYDU.

Do czego was serdecznie zachęcam.

Ps. Zapraszam Cię do komentowania i wypowiedzenia się na temat: jak TY i twój WSTYD  macie się ze sobą.

13:03

Sesja z Klientką

Publikuję za zgodą i na prośbę klientki.

Dzisiejsza sesja jest kontynuacją wcześniejszych naszych cotygodniowych spotkań.
Jest to urywek naszej pracy.


Spotykamy się na skype.
Wyczuwam podenerwowanie, złość, żal.
Aneta zaczyna opowiadać, że znowu wykonała telefon do faceta, który ją zostawił.
Mówi, że za każdym razem, gdy tak się dzieje, to ona wyciąga pierwsza rękę, że żebrze o uwagę, wręcz skomle jak pies. Jej złość narasta. Ma tego dość- tego upodlania się, żebrania. Przecież on jej nie ma nic do zaoferowania. Słowa, które padały z jego ust ostatnio tak bardzo krzywdziły jej  i tak już poharatane  serce.

Jest w niej część, która woła: "Zostaw już to! Nie dzwoń! Nie proś! Przestań ciągle o kogoś zabiegać!!!
Zobacz co oni z tobą robią! Z twoim życiem!"
Ale jest i taka część, która czuje się bardzo samotna. Tak cholernie, przeraźliwie samotna, że aż boli, rozrywa ją na kawałki. To ta część łapie za telefon, pozwala się niszczyć, krytykować. Ta część, kiedy słyszy:" Lubię jak jesteś miła", to nie widzi w tym nic złego. Robi wtedy wszystko, żeby być miłą. Odcina się od emocji, chowa je w czeluściach duszy i ciała, staje się powoli martwa, pusta jak wydmuszka.

Rozmawiamy. Zaczyna się proces uwalniania....
Ona czuje całą sobą, że robi to samo co matka- rezygnuje z Siebie całkowicie, by zadowolić....
Kogo?
Ojczyma, który ją miał i za córeczkę, i za kochankę, i za zabawkę....
Który molestował ją przez pół życia, znęcał się psychicznie i fizycznie.
Zaczyna boleć. Ból jest odczuwalny w całym  ciele.

Proszę by zamknęła oczy, zobaczyła ojczyma oczami tej małej dziewczynki, wsparła ją i obroniła przed nim. By powiedziała na głos co on jej zrobił, jak ona się z tym czuła. Jak czuła mieszane uczucia dziecięcej miłości, podniecenia, strachu, obrzydzenia do siebie, samotność.
Całe jej ciało to pokazywało, na każdej sesji. Ona nie miała wtedy wpływu na to co on jej robił, na to, że matka zamykała oczy, uszy, umysł, żeby nie widzieć co dzieje się z jej czteroletnią córeczką. Ale dziś, dziś już  ma wpływ na swoje życie...

Gdy się rozmówiła z ojczymem, zapytałam ją czy nadal ma ochotę zadzwonić do byłego.
Gdy zamknęła oczy, zobaczyła tą część Siebie, która bez namysłu z automatu by to zrobiła.
Zobaczyła staruszkę-wychudzoną, w obszarpanych łachach, z jednym zębem, z szarą poświatą, z długimi, siwymi włosami. Bardzo zniszczoną; ciągłym zabieganiem o miłość, upadlaniem się. Zniszczoną ciągłym zadowalaniem innych, pomimo bicia, wykorzystywania seksualnego, wyzwisk....
Patrząc na nią czuła obrzydzenie, wstręt, niechęć.
To był jej niezintegrowany cień.

Spotkanie z cieniem było ostatnią rzeczą, którą miała ochotę zrobić, ale w to weszła.
Obserwując Go, zauważyła, że ma ochotę Go przytulić,pomimo tego, że był taki odrażający.Tuląc się,  poczuła,że jej ciało zaczyna się trząść. Szarpał jej ciałem szloch. Poczuła nagły przypływ ciepłych uczuć. Zaczęła integrować się z rozszczepioną częścią Siebie.
Zobaczyła ile w tej części jest bólu, samotności, odrzucenia, braku akceptacji.
Moje ciało też było cały czas spięte. Czułam kłucie w okolicy serca, miałam ciarki.

Po bardzo długiej chwili Aneta zaczęła widzieć całkiem inny obraz. Piękną, starszą, szamankę. Bardzo mądrą.  Z pięknymi złotymi włosami. Czuła, że to ta kobieta ją teraz wspiera, a nie ona ją. Czuła energię całego kobiecego rodu-siłę, odwagę, a zarazem delikatność, wrażliwość, empatię.
Przyszedł głęboki oddech.
Zauważyłam jak jej twarz się zmienia, staje się łagodna, promienna.
Moje ciało też się rozluźniło. Odczułam ogromną ulgę.
Długo to trwało zanim przeszła cały proces transformacji i integracji niezintegrowanego...
Ulga jaka rozpłynęła się w jej ciele i spokój- bezcenne.

Przyszedł czas się pożegnać z Byłym. Odciąć od tego co nie służy. Teraz już z łatwością i zdecydowaniem.
Na wszystko przyjdzie czas, gdy tylko mamy w sobie gotowość by to puścić, by zadbać o Siebie, by spotkać się z Swoim cieniem.


Ps. Jest to urywek sesji. Dziękuję Anecie za możliwość podzielenia się fragmentem jej  historii.

Jeśli potrzebujesz wsparcia, to zapraszam Cię na sesje.

13:14

Proces zdrowienia nie jest łatwy

Proces zdrowienia nie jest łatwy
Czy  byłaś kiedyś na  terapii lub warsztatach, na których  powierzchownie dotknęłaś Twoich emocji? Czy w trakcie nich, jak i zaraz po, czułaś ogromny poziom pozytywnej energii?  Twoje samopoczucie  poprawiło się natychmiast i miałaś wrażenie, że możesz góry przenosić?
Jednak już po dniu, a może po kilku dniach emocje opadały?
A może przychodziły do Ciebie myśli:" Ja tak nie potrafię. U mnie nic się nigdy nie zmieni. Dlaczego inni umieją, a ja nie?  Nigdy nie ruszę do przodu, jestem do niczego...".
Wtedy przyszło poczucie straty pieniędzy, czasu i nadziei.


Wielokrotnie uczestniczyłam w warsztatach, po których wracając, leciałam jak na skrzydłach. Wzrastał mi poziom pozytywnej energii. Byłam pełna nadziei. Jednak to trwało kilka dni, bo było powierzchowne. Chcę zaznaczyć, że nie mam nic przeciwko takim  formom podnoszenia energii, jednak uczulam, że są one chwilowe.



Będąc w terapii czułam się ,,przeorana"  na wszystkie strony. Bardzo często po trzydniowym maratonie terapeutycznym wracały do domu moje ,,zwłoki". Ledwo ciągnęłam za sobą nogi. Mój mąż i dzieci przyjeżdżając po mnie, chcieli rozmawiać, opowiadać co robili w czasie, gdy mnie nie było, iść ze mną na spacer. A ja cała opuchnięta od płaczu, z otwartymi ranami, marzyłam  tylko o tym żeby położyć się i zasnąć. Oczywiście nie było tak cały czas. Jednak na pewno większość maratonów wyjazdowych tak właśnie wyglądała. W trakcie tego procesu niejedna osoba spadła z piedestału, na którym ja sama ją postawiłam. Były też takie osoby, które w moich oczach zyskały miłość i akceptacje.
Był to czas, kiedy wszystko mi się w głowie,, pokiełbasiło". Czułam zderzenie dwóch światów. Tego, w który całe życie wierzyłam, z tym, który wyłaniał się z mojej podświadomości. Zobaczyłam też jak zależna byłam od wielu osób i emocji. W tamtym czasie moje zaufanie do siebie było bardzo małe. Więc czułam mieszane uczucia: lęku-bezpieczeństwa, przerażenia- ulgi, złości- radości.
Na pewno nie była to łatwa droga i z pewnością łatwiej byłoby pójść na warsztat, na którym wszyscy mówią: ,,Możesz wszystko.  Myśl pozytywnie. Nie patrz w przeszłość...". Ja jednak nie poszłam po najmniejszej linii oporu. Wybrałam drogę trudniejszą. Jednak z perspektywy czasu, bardziej wartościową. Dzięki temu dziś nie muszę ,, sztucznie" podnosić sobie energii. Ja ją po prostu mam, bardzo często, naturalnie.


Dlaczego wam o tym piszę? Często,gdy pracuję na sesjach z Klientami, po kilku spotkaniach zaczyna być ciężko. Dzieje się tak, ponieważ to, co było zepchnięte do podświadomości, wychodzi na wierzch i cholernie boli. Jest też niewygodne, bo nieznane. Ciało  z kolei odczuwa ból fizyczny. Wtedy ego Klienta, jego lęk, posuwa go do tego by spasował. Żeby się poddał, wylogował z tego co zaczął robić, a nawet przerwał proces. Chce uciec. Ale to jest złudne, bo nie można uciec od siebie. Wszędzie, dokądkolwiek pójdzie, to co nosi w sobie, będzie wybuchało jak wulkan. Będzie mu towarzyszyć jak najwierniejszy pies. 


Ja wiem, że to nie jest łatwe. Odblokować traumy, które tak skutecznie były odsuwane. Dla niejednej osoby z Was jest to pierwszy raz w życiu, gdy spotyka się z Wewnętrznym Dzieckiem. Dzieckiem przestraszonym, przerażonym, zalęknionym, nieufnym, smutnym. Czujecie wówczas ciężar ilości sygnałów wysyłanych przez tą małą istotę wewnątrz was. W końcu ktoś dopuścił ją do słowa, w końcu może być zauważona, usłyszana. Wtedy słyszę od Klientów, że ciągle przychodzą do nich obrazy, które były zapomniane, wymazane. I to jest dobre. W końcu została otwarta puszka Pandory. Ale Klienci tego nie chcą.
Boją się.


 Jeśli coś takiego Cię spotyka, zastanów się, czyj jest ten wewnętrzny głos. Wewnętrzny krytyk, który mówi: ,, Po co Ty to ruszasz? Co Ci to da? Masz naprawdę źle w życiu?".
Kogo to jest głos?
Wobec kogo jesteś nielojalna, rozpoczynając proces uzdrawiania?



Osoby, które przechodząc przez ten proces pomimo strachu,  nie zrezygnowały, dziś są stabilne emocjonalnie. Mają silny kręgosłup. Nie wieszają się na innych osobach. Nie mają stanów lękowych i ufają sobie. Mogą na sobie polegać. Wierzą w siebie, choć wcześniej tak nie było.
To jest proces, poprzez który ja też przechodzę od 11 lat. Proces, poprzez który przechodzi mój mąż i nasze dzieci.  I większość osób, z którymi pracuję.

OCZYWIŚCIE KAŻDY W SWOIM TEMPIE!


Czyli jeszcze raz, podsumowując:
  • Możesz całe życie chodzić na spotkania, na których usłyszysz: ,,Jesteś ładna. Jesteś mądra. Świat Ci sprzyja, leży u Twych stóp. Możesz mieć tyle pieniędzy ile zapragniesz." Tylko co Ci to da, kiedy pod spodem będziesz miała zakodowane inne przekonania? Będziesz miała ropiejące rany i totalny chaos. To da Ci powierzchowny, krótkotrwały  zastrzyk energii.
  • Zaczynając proces zdrowienia, odkrywania prawdy, licz się z tym, że będzie bolało. Czasami cholernie mocno. Najdzie Cię ochota, żeby uciec gdzie pieprz rośnie.  To potrwa jakiś czas. Dla każdego ten czas jest bardzo indywidualną sprawą. Spotykając się z tym, co bolesne- uzdrawiasz Siebie. Wiem, że gra jest warta świeczki.
  • Szukając pomocy zastanów się czego tak naprawdę chcesz. Czy chcesz powierzchownej ulgi, czy zmiany na całe życie?!

Tego Tobie życzę-byś wiedziała czego Ty chcesz. Żebyś w tych wszystkich informacjach, które spływają na Ciebie w ciągu dnia, usłyszała SIEBIE.


Jeżeli jesteś osobą, która chce głębokich zmian, która nie boi się zmierzyć z tym co jest bolesne, pomimo strachu, to zapraszam Cię na sesje.

09:34

Miejmy odwagę iść za głosem serca

Miejmy odwagę iść za głosem serca
Dziś chcę się odnieść do komentarza, który napisała osoba anonimowa.
Jego treść brzmiała mniej więcej tak:,, Tylko głupiec zapłaciłby za sesję komuś, kto nie ma ukończonych studiów psychologicznych."

Od bardzo dawna słyszałam pod swoim adresem komentarze: ,,Byłabyś dobrym terapeutą, widzisz więcej niż pozostali.", ,,Widzę ciebie na uczelni psychologicznej." ,,Bądź terapeutą!  Potrzeba nam takich osób jak ty!"
W mojej głowie powstało pytanie: czy iść w stronę ,,typowej" psychologii, czy iść za głosem serca?
Wybrałam to drugie. 
Już wyjaśniam dlaczego. Między innymi dlatego, że nie chciałam uczyć się o wszystkim i o niczym.  Przedmioty  na studiach są różne-te potrzebne i te w mojej opinii, niepotrzebne,  które jednak zaliczyć trzeba. Nie chciałam też dać się ,,przerobić". Chciałam pozostać taka, jaka jestem, a nie,, wsadzona w ramy". Nie każdy oczywiście da się w te ,,ramy -wsadzić".


Żeby była jasność, chcę wyjaśnić, że ja mam ogromny szacunek do wykwalifikowanych psychologów. Sama miałam to szczęście, że,,trafiałam" na najlepszych w swoim fachu i chylę przed nimi czoła. Są to osoby z pasją, posiadające to ,,coś", dzięki czemu są bardzo dobre w tym co robią.
Jednak jest też duża ilość terapeutów, psychologów, psychiatrów, którzy pomimo  ukończenia bardzo dobrych uczelni, krzywdzą swoich pacjentów.  Takie informacje bardzo często słyszę od moich klientów i znajomych. 
Tak samo jest z osobami, które wiedzę zdobywają na kursach- są bardzo dobrzy, przeciętni i ci, którzy się do tego nie nadają. 


Czym dla mnie są studia?
Zgłębianiem wiedzy w danym temacie, poszerzaniem horyzontów,  wymianą spostrzeżeń. Nasza świadomość w konkretnej dziedzinie  poszerza się.
Czym są dla mnie szkolenia i kursy?
Zgłębianiem wiedzy w danym temacie, poszerzaniem horyzontów, wymianą spostrzeżeń. Nasza świadomość w konkretnej dziedzinie  poszerza się. 

Tylko, że na studiach uwagę od rzeczy dla mnie najważniejszych odwróciłyby oceny, zaliczenia, nieinteresujące mnie przedmioty, na których naukę musiałabym poświęcać czas, bo tego wymaga program. Czas, który na studiach rozmieniałabym na drobne, na szkoleniu poświęcam w stu procentach na wiedzę , która w przyszłości mi się przyda. Są szkolenia kilkudniowe, i są też roczne. Jest cała masa informacji, często również praktyki. Dla mnie jest to bardziej wartościowe niż studia. Dla ciebie nie musi takie być.

To się tyczy wszystkich dziedzin.
Jeżeli ktoś podejmuje naukę w szkole gastronomicznej, z podejściem, że jakąś szkołę trzeba ukończyć. Brnie w to dalej, kończąc technikum, potem studia. Nie ma jednak w sobie tego ,,ognia'', tej pasji i ciekawości  tego zawodu; ( a często tak bywa). Taki ktoś będzie pracował w barze  i robił byle jaką zupę pomidorową, bo nie będzie w to wkładał miłości. Jeżeli jednak ktoś ten ,,ogień" i pasję będzie w sobie miał, to nie będzie potrzebował całego zakresu materiału ze szkół by być wziętym kucharzem.

Dla mnie zarówno studiowanie jak i udział w szkoleniach czy kursach, jest to zgłębianie wiedzy, po to by być dobrym, a nawet bardzo dobrym w tym, czym  chcemy się zajmować w życiu.
Czas i pieniądze przeznaczone na ten cel, uważam za,  jak najbardziej, dobrze spożytkowane.

Na koniec chciałabym polecić wam obejrzenie  filmu Ojca Szustaka, bardzo wpisującego się w poruszany przeze mnie temat:

Copyright © 2016 Justyna Pettke , Blogger